Gorący news

Zapisy na roboty. Więcej: tutaj

 

<

Chiński kompleks

Jeśli chodzi o współczesny tenis stołowy potęgą są Chiny, tak jak liga NBA w koszykówce. Uważam, że trzeba spojrzeć na swój sport bardziej filozoficznie. Jeśli Chiny w ping-pongu i Amerykanie w koszykówce są poza zasięgiem, ze względu na wiele czynników, to lepiej walczyć o zwycięstwo z tzw. resztą świata, czyli ekipami o podobnych umiejętnościach, możliwościach itp. Skoncentrowałbym się przede wszystkim na takiej rywalizacji – przyznał.

Tak stwierdził Tadeusz Klimkowski w ciekawym artykule na stronie www.pzts.pl

W takie stwierdzenie jest wpisana niemożność bycia najlepszym.

Tak mentalnie upośledzony trener ma małe szanse nie tylko na nawiązanie walki z resztą świata, ale i osiągnięcia czegoś na stałe w Europie.

Celem szkolenia zawodników – przynajmniej na poziomie ośrodków centralnych i kadry jest wychowanie mistrza świata, czy mistrza olimpijskiego.

Jeśli w głowie ma się tylko rywalizację z tzw. resztą świata to prawdopodobnie nigdy z nimi takiej walki się nie nawiąże, bo cele w pracy powinno się stawiać jak najwyżej.

Pamiętam jak swego czasu trener Tomasz Krzeszewski uzależniał wyniki sportowe na danych zawodach od tego na jakim etapie Polak trafi na Chińczyka.

Już to powinnno go wtedy kwalifikować do zwolnienia.

W ten ton wpisuje się cytowany powyżej komentarz.

Dla mnie to tzw. zespół bezradności nabytej.

Gdyby tak swojego czasu Andrzej Grubba, czy Leszek Kucharski myśleli to, by nie było czego wspominać.

I w tamtych czasach przecież Chiny też były taką samą potęgą (jeśli nie większą) jak teraz.

Ale o to całe tabuny europejskich zawodników i szkoleniowców bez zespołu bezradności nabytej łamały chińską dominację.

I nie chodzi mi tutaj tylko o szwedzką generację z Waldnerem i Perssonem na czele.

Czy takie nazwiska jak: Gatien, Schlager, Rosskopf, Saive, Creanga, Samsonov, Primorac, Ovtcharov, Samsonov, Ovtcharov, Boll, Boros, Badescu i wielu, wielu innych też coś mówią?

Nie wspominając o Andrzeju Grubbie, czy Leszku Kucharskim.

Dlatego twierdzę, że słaba Europa ostatnich 15-20 lat oprócz oczywiście innych czynników to m.in wynik takiego myślenia zacytowanego wyżej.

Mnóstwo jest przykładów z tenisa stołowego, czy innych dyscyplin, że trening i mentalność na wygrywanie z najlepszymi – w naszym przypadku z Chińczykami – dawało i daje efekty.

Kim i czym  był swego czasu Saive i Belgia w tenisie stołowym?

Kim i czym był Kreanga i Grecja w tenisie stołowym?

Co znaczyli polscy skoczkowie 15 lat temu?

A z jakiego dołka wyszli polscy siatkarze, żużlowcy, piłkarki ręczne, lekkoatleci, siatkarki, czy piłkarze?

A czy polskie piłkarki ręczne nie myśląc i nie wierząc w wygrywanie z najlepszymi na świecie zagrałyby w półfinale mistrzostw świata?

Dlatego uważam, że zawsze w swojej pracy trzeba wierzyć we własne możliwości i koncentrować się na wygrywaniu z najlepszymi.

A jeśli nawet to się nie zawsze  będzie udawało to i tak będzie nam łatwiej i z większymi sukcesami walczyć z Resztą Świata.

Ja jednak chciałbym dożyć czasów, żeby to Europa była przynajmniej równorzędnym przeciwnikiem dla Chińczyków.

To nam ostatnia pandemia pokazała, że wszystko co chińskie nie jest najlepsze.

Zbyszek Stefański

Czytaj ciekawy artykuł na stronie www.pzts.pl

 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku