Gorący news

Zapisy na roboty. Więcej: tutaj

 

<

Chiński wirus

Jak w soczewce pandemia wirusa określa Chiny we współczesnym świecie.

Określa też błąd w zapatrzeniu się w ten komunistyczny, reżimowy, antydemokratyczny kraj.

Kraju, który przez tygodnie nie przekazywał informacji o szerzącej się zarazie w tym kraju.

Co więcej paru lekarzy, którzy mieli odwagę się pytać i ostrzegać zostali wezwani na dywanik i uciszeni.

Jeden z nich potem zmarł, a dopiero później pod naciskiem opini publicznej został uznany przez reżim za bohatera narodowego pandemii.

Śmiem twierdzić, że te parę tygodni zaniechań, gdzie zarażeni obywatele tego kraju podróżowali po całym świecie bez żadnych problemów skutkuje m.in tak licznymi zgonami w Europie.

Chiny to kraj w którym sport jest istotnym elementem propagandy komunistycznego systemu, gdzie pojedynczy człowiek to zero.

Tak się pechowo składa, że tenis stołowy to niestety bardzo popularna dyscyplina sportowa w tym kraju.

Przez wiele lat, dekad słowo chiński tenis stołowy był w Europie synonimem czegoś lepszego, ponadczasowego, wręcz magicznego.

Skutkowało to m.in ściąganiem chińskich graczy i zawodniczek do Europy, co jak wiemy przyniosło odwrotny skutek do oczekiwanego.
Przynosiło to też bezkrytyczne patrzenie na chiński system szkolenia w tenisie stołowym.
A europejscy szkoleniowcy, działacze, czy prezesi zamiast rozwijać europejską wizję rozwoju urządzali i dalej sobie urządzają wycieczki do Kraju Środka w poszukiwaniu następnych graczy.
Zamiast ich szkolić w Polsce, a przynajmniej w Europie.

Efekt takich poczynań jest taki, że pingpongowa Europa dzisiaj na tle azjatyckiego tenisa stołowego to karzeł.

Gdyby tyle godzin i pieniędzy na podróże do Chin wydał i poświęcił Zbyszek Nęcek i inni tyle, co na wychowanie własnej grupy w Polsce to może byśmy byli dalej.

Z tego powodu chcę postawić tezę: chiński tenis stołowy nie jest wart kopiowania na grunt
europejski.

Bowiem wywodzi się z systemu gdzie prawa jednostki są gwałcone, a motywacja do uprawiania tenisa stołowego jest zupełnie inna, niż w Europie.
Wynika to w głównej mierze z braku innych możliwości osiągnięcia odpowiedniego poziomu życia i sukcesu życiowego.

W Europie poziom życia średniej rodziny jest wyższy, a i motywacja do gry w tenisa stołowego jest i powinna być inaczej kształtowana.

Można i powinno się wybrać nawet nie to co najważniejsze z Chin, ale to co można przeszczepić na europejskie realia.

Według mnie jest to na przykład wręcz obsesyjne przywiązanie do techniki i rozwoju innowacyjnych technik, czy metod treningowych.

Chińczycy wcale nie są gotowi do rzetelnej współpracy w wymienianiu myśli szkoleniowej, bo to nie leży w interesie ich systemu.

Systemu, gdzie sukces i 1 miejsce to gwarancja promocji tego chorego, komunistycznego kraju.

Czy to nie dziwne, że ich byli obywatele, a dziś naturalizowani w Europie boją się – grając masowo w kadrach narodowych krajów europejskich – wygrać coś istotnego na MŚ, czy IO?

Pewnie nie mogą….

Obawiam się, że Europa, czy Ameryka Północna długo się nie będą mogły podnieść z kolan po wirusie, który wyszedł z Chin ileś tygodni (miesięcy?) wcześniej.

A my po pandemii zostaniemy zalani potokiem produktów zza Wielkiego Muru.

Tyle, że to będzie dozowane i kontrolowane. zgodnie z chińskim interesem.
W międzyczasie padnie wiele europejskich firm, a liczba ludzi na zasiłkach liczona będzie w Europie w dziesiątkach milionów.

Mam apel: twórzymy własną europejską wizję korzystając z chińskiej wiedzy, ale nie wpatrujmy się w nich za bardzo.

To nie jest w naszym interesie…

Zbyszek Stefański

Linki zaprzyjaźnione:

Koronawirus: jak długo jest aktywny?

 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

czyt. / 30.03.2020

Niestety, Panie Zbyszku, nie ma Pan racji. Mówienie o tworzeniu europejskiej szkoły tenisa stołowego, to tak jakby mówić o europejskiej szkole koszykówki. W USA nie ma nic z reżimu komunistycznego, gwałcenia praw jednostki, i co? I Amerykanie nie mają sobie równych. Więc Pana argumenty o chińskiej dyktaturze, ni jak się mają do wyników sportowych. Stanom Zjednoczonym daleko jest do określenia pojedynczego człowieka mianem „zera”, a np. w lekkoatletyce są potęgą.
Pisze Pan: „chiński tenis stołowy nie jest wart kopiowania na grunt europejski”. A co mamy kopiować (albo tworzyć) francuski, rumuński, niemiecki tenis? Nie możemy, bo takiego jak do tej pory nie było i nie zanosi się, żeby powstało.
Rozumiem Pana ambicje i próby intelektualnych zrywów. Jest to cenne, wartościowe, ale pozbawione podstaw.

czyt. / 30.03.2020

Można kopiować czy naśladować coś, co jest najlepsze. A co jest najlepsze? Najlepsza jest amerykańska koszykówka i chiński tenis stołowy, czy nam się to podoba, czy nie.
Inną (dość złożoną) kwestią jest to, czy jest możliwość wdrażania obcych rozwiązań szkoleniowych na rodzimy grunt. I być może na ten temat powinna się odbyć dyskusja, czego bym z przyjemnością oczekiwała.
Pozdrawiam serdecznie

"k.p" / 31.03.2020

jakość jakiejś pracy wynika wprost od nakładów jakie ponosimy na wykonanie jakieś pracy (w uproszczeniu). Amerykański model koszykówki myślę, że nierożni się wiele od chińskiego modelu tenisa stołowego. Nakłady ponoszone na rozwój dyscyplin sportowych są współmierne do osiąganych sukcesów. Nasz śremiężny tenis stołowy z byle jaki szkoleniem, z marnowaniem talentów, dupowatym zarządzaniem i kiepskim budżetem nie wiele tu mogą osiągnąć. Pieniądze misiu, właściwie wydawane misiu i będzie sukces!!!

Z.S / 31.03.2020

Dał pan przykłąd amerykańskiej koszykówki. Słusznie to tak jak tenis stołowy w Chinach jeśli chodzi o światową dominację. I tutaj cytat z mpjego artykułu:
….Wynika to w głównej mierze z braku innych możliwości osiągnięcia odpowiedniego poziomu życia i sukcesu życiowego….
Dodatkowo o dominacji USA w koszykówce ode mnie: tak jak w przypadku Chińczyków i ich rasy tak samo w przypadku zawodników czarnosokórych wykazują oni szczególne predyzpozycje genetyczne do danej dyscypliny. Gdy do tego dodać, że Murzyni mają szczególną motywację do gry, by wyjść z obszarów biedy to ma pan odpowiedź dlaczego koszykówka amerykańska to potęga. Sam uczyłem w swojej karierze trenerskiej Chińczyków, czy Wietnamczyków grać w tenisa stołowego. Zawsze mnie zadziwiała ich łatwość nauki i przyswajania tajników tenisa stołowego. Jedną z takich zawodniczek przy średnio-słabym zaangażowaniu doprowadziłem do poziomu czołówki Niemiec. Gdy do tego dodamy masowosść tych dyscyplin w obydwu krajach i pieniądze zaangażowane w system to jednak znajdziemy wbrew pana opini wiele wspólnych cech chińskiego tenisa stołowego i amerykańskiej koszykówki. Ale bycie potegą w jakiejś dyscyplinie sportu nie musi być stałe i charakteryzować tylko te same kraje w konkretnej dyscyplinie sportu. Taki mały kraj jak Szwecja w czasie gdy Chiny tak samo systemowo zasilały i wspierały tenis stołowy jak dzisiaj potrafiły złamać chińską dominację. Gdy do tego dorzucić takie nazwiska (oprócz Waldnera, Perssona, Appelgrana, Lindha, Carlssona i innych) jak Grubba, Saive, Gatien, Schlager, Samsonov, Primorac, Creanga, Ovtcharov, Boll (wszyscy medalisci indywidualni MŚ, czy IO) w stosunkowo krótkim czasie to znaczy, że było można. Tak samo jak i teraz można by było. Nas Europę zaślepiła chińska szkoła tenisa stołowego. Nigdy nie będziemy lepsi od Chińczyków jesli nie znajdziemy własnej europejskiej pingpongowej tożsamości. A dlaczego nie wybierać tego, co najlepsze z rumunskiego tenisa stołowego (pamięta pan Badescu – półfinał MŚ w singla, Samara), niemieckiego ( Boll – 2 krotny zdobywca PŚ, z tego chyba jak pamiętam raz wygrał w samych Chinach, to jest o wiele trudniejsze, niż wygranie MŚ, Ovtcharov), francuskiego (Gatien – indywidualny mistrz Świata).
Z tego co pamietam to chyba 2 Europejczyków zagrało w półfinałach ostatnich MŚ?
Jest pan przykładem osób, które uległy nie tyle zaślepieniu Chinami, co wykazuje pan przeze mnie nazywany syndrom europejskiej niemożności. I nie można za to pana dziwić, bo Europa jest po pierwsze sama sobie winna postępując tak jak postępuje.
Na koniec: sportowa mapa sportowych potęg konkretnej dyscypliny sportu z jednej strony – to fakt- jest stała. Tradycja, genetyka, uwarunkowania społeczne, pieniądze robią swoje. Z drugiej jednak,co znaczyły polskie skoki narciarskie, czy polski żużel przed 20 laty? Ile znaczyła polska liga siatkówki przed 25 laty, a ile znaczy dziś? Albo ilu czarnoskórych zawodników potrafiło wygrywac w tenisa, czy golfa (siostry Wiliams, Woods). Można i trzeba mapę sportowych potęg zmieniać. Tylko po pierwsze trzeba w to uwierzyć. A nie jak przed paroma laty trener Krzeszewski uzależniał wynik swoich podopiecznych od jakiej fazy turnieju wpadnie się na Chińczyka. To inny syndrom: syndrom bezsilności trwałej.

Z.S / 31.03.2020

Witam
Wykazuje pani syndrom bezsilności stałej i wierzy w chiński sytem szkolenia. Takie myślenie doprowadziło europejski tenis stołowy na skraj przepaści. Iluż to np. chińskich naturalizowanych zawodniczek i zawodników wyparło europejską młodzież z kadr narodowych? Nie widzi pan w tym nawet cienia logiki postępowania? W kogo to jest interesie? Czy nie zastanwawia pana fakt, że żaden, żadna z tych naturalizowanych Chińczyków, czy Chinek nie wygrała nic wartościowego na MŚ, czy IO? A myślę tutaj np o finale w singla MŚ, czy IO. A przecież grały, czy grają dla Europy naprawdę wielkie nazwiska. Z drugiej strony jest faktem, że coraz trudniej w Europie znaleźć jednostki chętne do ciężkiego treningu za małe pieniądze. Młodzież europejska jest coraz bardziej leniwa, a digitalizacja i globalizacja jeszcze to pogłębia. Ale co z tego.My Europejczycy musimy na to znaleźć sposób, by nie stać się intelektualnymi niewolnikami Chin. Jestem przekonany, że wczesniej, czy później to się nam uda.
Jedna sprawa jeszcze: moje wypociny na pewno nic nie mają wspónego z intelektualnymi zrywami jak pani to ujęła Po co takie teksty? Nie ma to nic wspólnego z tematem. Trzeba i należy wdrażać dobre europejskie rozwiązania, bo one sa nam kulturowo bliższe i łatwiejsze do zrealizowania. Trzeba korzystać też z chińskich doświadczeń, ale z tych, które można spożytkowac w naszych europejskich warunkach.

czyt. / 31.03.2020

Panie Zbyszku, pisze Pan „chiński tenis stołowy nie jest wart kopiowania na grunt
europejski. Bowiem wywodzi się z systemu gdzie prawa jednostki są gwałcone, a motywacja do uprawiania tenisa stołowego jest zupełnie inna, niż w Europie”.
Udowadniam więc Panu, że ustrój nie determinuje wyników sportowych. Walka po trupach do władzy odbywa się w sporcie, bez względu na system polityczny i dyscyplinę. Ma rację Pan Krzysztof, parafrazując trenera Wójcika i jego powiedzonko „kasa, Misiu, kasa”. Miał rację Pan Krzysztof, gdy pisał, że nowoczesny model rywalizacji sportowej i tworzenie „show”, może podnieść jakość rodzimego tenisa.

czyt. / 31.03.2020

Rozmawiajmy poważnie. Pana przykład o żużlu czy skokach narciarskich ni jak ma się do rozmowy na serio, bo niszowe dyscypliny, uprawiane przez kilka państwa na świecie nie mają żadnego znaczenia.
Pisze Pan, porównując koszykówkę w USA do tenisa w Chinach. „Wynika to w głównej mierze z braku innych możliwości osiągnięcia odpowiedniego poziomu życia i sukcesu życiowego”. Niech Pan nie żartuje, że w USA brakuje możliwości, bo naraża się Pan na śmieszność. Piszę nieco złośliwie o intelektualnych zrywach, żeby podnieść temperaturę dyskusji i prowokować do niej. Każdemu z nas się zdarzają lepsze lub gorsze teksty

czyt. / 31.03.2020

Ad rem. Być może „ choruję na syndrom bezsilności stałej”, ale nie wierzę w chiński system szkolenia. Nie wierzę w żaden specjalny system szkolenia. Wierzę za to w ambicję, talent, ciężką pracą i coś, czego nie da się określić, zdefiniować – ale to „coś” powoduje, że ktoś jest mistrzem, a ktoś nie jest.
„Nigdy nie będziemy lepsi od Chińczyków jeśli nie znajdziemy własnej europejskiej pingpongowej tożsamości” – pisze Pan. Moim zdaniem nie ma tożsamości sportowej. Jest talent. Jest jego szlifowanie. Jest umiejętność dostosowania treningu do predyspozycji, talentu i chęci do pracy. Dlatego słowa o tożsamości brzmią dla mnie zbyt górnolotnie.

czyt. / 31.03.2020

Przywołuje Pan nazwiska wielkich europejskich mistrzów. Zgoda, ale jednak, jeżeli dobrze policzyłam, to na dwadzieścia mistrzostwa świata z ostatnich lat, zaledwie pięć razy wygrywali nie Chińczycy (myślę o mężczyznach). Zdaje się że Waldner nie był tytanem pracy, a zdobył mistrzostwo świata. Może się mylę i mistrzostwo świata osiągnął dzięki szwedzkiemu modelowi szkolenia. A może bez względu na system szkolenia był niezwykłym talentem i nie mieścił się w szkoleniowych schematach?
Piszę o Chińczykach jako o pewnym wzorcu. Ale jest to wzorzec pracy i zaangażowania. Dodatkowo mogą wybierać do pracy spośród całej rzeszy zawodników.
Ale gdy się trafi taki talent jak Waldner, owa rzesza trenujących Chińczyków nie daje rady. I takiego talentu Panu, Panie Zbyszku życzę.

Z.S / 31.03.2020

No było jeszcze kilka takich talentów. Też mistrzów świata, czy IO w singla: Persson, Gatien, Schlager. Byli wicemistrzowie świata w singla (Samsonov, Saive? Był i są brązowi medaliści mistrzostw świata w singla czy IO (Grubba, Creanga, Rosskpf, Ovtcharov, Boll i inni).
A co z 2 europejczykami z ostatanich półfinałów MŚ. Czy można? Można. Co do wzorców zaangażowania? Mamy ich wysarczająco w Europie. Nie potrzebuje do tego patrzeć na Chińczyków. Natomiast co do nwoych trendów w technice, czy metodyce treningu. Tu zgoda: trzeba podpatrywać, ale też wychodzić z własnymi ideami. I tu zgoda : Europa totalnie leży zapatrzona w miraż Chiński.

"k.p" / 31.03.2020

każdy z was ma rację i jej nie ma, żeby osiągnąć sukces w czymkolwiek to trzeba chcieć, mieć predyspozycje, czyli talent, wiedzieć jak i mieć kasę. Gdy spełnimy te warunki to obojętne jest jaki kolor skóry mamy, skąd pochodzimy. Odpowiedzcie czy znacie kogoś ze swego otoczenia, który spełnia te warunki, ja nikogo, zawsze jakiegoś elementu brak. Tak jest w każdym sporcie w koszykówce amerykańskiej (i nie tylko) jest cały system wsparcia talentów, w Chinach to państwo myśli za obywatela (skrót myślowy). Polscy trenerzy to nie są poszukiwacze (poza może nie licznymi), a już trenerzy kobiet, to całkowita amatorszczyzna, gdy pytam się w jakich cyklach prowadzą treningi kobiet, jaki nacisk kładą na poszczególne elementy w cyklach, to jet zaskoczenie. Oczywiście gdy mówimy o treningu kobiet, w Polsce rzadko kobiety grają w wyczynowo tenis stołowy, nie mówię tu żeńskich zawodniczkach, które zazwyczaj osiągnięciu wieku młodzieżowego rezygnują z grania. Obecna era szkoleniowa oparta jest na .

czytelniczka / 3.04.2020

I jeszcze jedno. Wiele, wiele lat temu rozmawiałam z trenerem Longinem Wróblem. Twierdził, ze sposób szkolenia kobiet ni jak się ma do możliwości (szansy) osiągnięcia sukcesu. O co chodziło? Kobieta nie może grać (jak Andrzej Grubba lub Leszek Kucharski) topspina bekhend lub forhend z drugiej strefy. Ma grać przy stole ze „ścianą’ na bekhendzie. I nie chodzi, jak Pan to nazywa, o „europejski model szkolenia”, chodzi o pracę i talent.
Za każdym razem (bez podstaw) krytykuje Pan Tomka Krzeszewskiego. Nigdy nie słyszał go Pan w trenerskim boksie (a ja miałam tę przyjemność). To zdolny szkoleniowiec. Pozytywnie podchodzący do pracy w trenerskim narożniku. Umiejący motywować do walki. Cóż, pewien problem polega na zawodnikach. Co na arenie europejskiej może zrobić mistrzyni Polski, gdy nie potrafi grać forhendem (z całym szacunkiem dla niej).
Chciałam napisać analizę MP w tenisie stołowym. Poza Dyjasem i (być może) Badowskim nie było pozytywnych bodźców, więc zrezygnowałam z tego pomysłu.

"k.p" / 3.04.2020

szanowna czytelniczko, masz rację ostatnie MP pokazały regres w polskim ts, tak kobiet jak i mężczyzn, nie widać żadnego postępu w skracaniu kontaktu między odbiciem od stołu a uderzeniem okładziną, nie szuka się nowości, ale utrwala się starocie, to tak jakby fiatem 125p chciało się rywalizować z F1 na torze wyścigowym. Trenerzy i zawodnicy zapatrzeni w łatwe starocie. Dziwi to szczególnie w epoce swobodnego dostępu do informacji. Dziwi postawa PZTS, że zamiast zmusić trenerów KN do publicznej oceny i analizy gry czołowych zawodników świata i prezentowania ich na dostępnych publicznie materiałach wideo (niech będzie tylko dla klubów zarejestrowanych w PZTS) nie robi nic. Nie będzie postępu w polskim ts, jeżeli tajemnice gry będą w posiadaniu jednego miejsca.
Co do szkolenia kobiet droga czytelniczko jesteśmy 100 lat za murzynami, a murzyni są za chińczykami.

Z.S / 4.04.2020

Szczerze mówiąc nie rozumiem pani rozważan na temat tenisa stołowego kobiet. Zawsze jest możliwość osiągnięcia sukcesu pod warunkiem, że styl danej osoby – w tym przypadku kobiety – jest skuteczny. A styl to nie wszystko, tylko wiele innych spraw jak np. mentalność , czy cechy psychiczne. Ja się do końca nie zgadzam z Longinem. Choć znaczenie bekhendu jest o wiele wyższe, niż u mężczyzn to strona forhendowea odgrywa i będzie odgrywać coraz większą rolę. A wszystko dlatego, że coraz większa rolę odgrywa we współczesnym ts trening fizyczny. A co za tym idzie coraz bardziej wydolne i silniejsze zawodniczki będą w stanie dochodzić do pozycji forhendowych, które z naturu są silniejsze i szybsze.
O trenerze Krzeszewskim mamy po prostu odmienne zdania i może na tym zakończymy temat. I zapewniam, że mam podstawy, bo więcej wiem..
Ps. poproszę napisac taką analizę MP Bo analiza nie musi oznaczać tylko pozytywów. Chętnie ją opublikuję. I na koniec: ja unikami słów praca i talent. Raczej używam: talent do pracy. Pozdrawiam

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku