Gorący news

Zapraszamy do świąteczno-noworocznych promocji. Wszystko znajdziecie Państwo: TUTAJ

Czego tu nie ma…Okładziny, deski, roboty, ubrania…

Czas promocji i produktów ograniczony i w różnym czasie.

Dodatkowo: informacja o Międzynarodowym Obozie Szkoleniowym Brzeg Dolny 2019.

www.ustefiego.pl

 

 

 

<

Cykl wywiadów z Luckiem Błaszczykiem na przestrzeni lat

źrodło: www.time-out.pl

Sięgnęliśmy do przebogatego archiwum naszej strony…..

 

PUBLIKUJEMY CYKL WYWIADÓW Z LUCKEM BŁASZCZYKIEM NA PRZESTRZENI LAT.

Z materiałów wyłania się cały Lucek. Z jego wartościami, ambicjami i filozofią życiową.

Ciekawa lektura…

Ps. Przepraszamy za trochę chaotyczną stylistykę, ale ściągaliśmy materiały z archiwalnej wersji naszej strony tak brutalnie potraktowanej swojego czasu przez hakerów.


 

Błaszczyk: wciąż potrafię wygrywać

 

Written by Zbyszek
Sunday, 20 March 2011 07:50
„Bardzo nie lubię przegrywać i nigdy niczego nie robię na pół gwizdka. Gdy jestem zdrowy i jest forma, to potrafię sprawić miłą niespodziankę” – powiedział 36-letni Lucjan Błaszczyk, który w turnieju Polish Open dotarł do 1/8 finału.

Panie Lucjanie, w Polish Open 2011 dotarł pan do najlepszej szesnastki. To najlepszy wynik reprezentanta Polski w tym cyklu od 16 miesięcy.

Lucjan Błaszczyk: Bardzo się cieszę ze swojej postawy i osiągniętego wyniku, zwłaszcza że początek turnieju nie był udany. W kwalifikacjach grałem tylko jeden pojedynek, który przegrywałem 0:2 i broniłem setbola. Byłem sztywny i trochę zestresowany, ale udało się opanować sytuację i w efekcie awansowałem do 1/32 finału. Bardzo podbudowało mnie zwycięstwo z Li Chingiem. To zawodnik, który jeszcze niedawno był w pierwszej dziesiątce światowej listy. Spotkanie z Rubcowem przegrywałem 1:3, ale ostatecznie zwyciężyłem i uważam to za zasłużoną wygraną. Rozkręcałem się z meczu na mecz, dlatego po przegranej z Szibajewem pozostał niedosyt.

Dlaczego?

– W całym turnieju walczyłem bardzo walecznie, czułem dużą radość z gry. Żałuję, że nie wygrałem z Rosjaninem trzeciego seta, gdy prowadziłem 5-1. Poza tym, sędziowanie tego meczu stało trochę na poziomie amatorskim. Nie jest tajemnicą, że Szibajew przy serwie zasłania piłkę. W przekroju całej gry miałem spory problem z odbiorem jego podania. Często popełniałem błąd albo wystawiałem mu gotową do skończenia akcji piłkę. Niestety arbitrzy ani razu nie zwrócili uwagi młodemu Rosjaninowi, bojąc się odebrać mu punkt. Na igrzyskach olimpijskich takie sytuacje nie mają miejsca. Sędziów jest czterech, są profesjonalni i nie wahają się karać za nieprzepisowe zagrania.

Parę razy w trakcie meczu Rosjanin specjalnie rozwiązywał sobie buta, by zyskać cenne sekundy. Zwłaszcza, gdy stracił kilka punktów z rzędu…

– To naprawdę irytujące, gdy młody zawodnik specjalnie i na oczach wszystkich rozwiązuje sznurowadło, by przerwać dobrą passę rywala. Szczególną uwagę zwrócił na to prowadzący mnie podczas tego meczu Michał Dziubański. Ale sędziowie ponownie nie zareagowali. Po spotkaniu za cały incydent przepraszał mnie rosyjski trener Siergiej Własow.

Tak dobry wynik w tegorocznym Polish Open musi być dla pana szczególnie ważny. W poprzedniej edycji pan nie grał, a w 2009 roku występ był nieudany

– Z grą w Polsce, mimo dużego ciśnienia i presji wyniku, wiążą się same zalety. Bardzo lubię tu grać. Niezwykle miło wspominam turniej w Cetniewie w 1996 roku, kiedy to razem z Andrzejem Grubbą wygraliśmy debla, a w singlu przegrałem dopiero w finale z Wernerem Schlagerem.

Cieszy również to, że po trzech miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją wraca pan do ważnych gier i do międzynarodowego towarzystwa

– Brakowało mi właśnie meczy z czołowymi zawodnikami. Odkąd tylko wyleczyłem kontuzję, to szukałem tej rywalizacji. Z takimi tenisistami gra się na sto procent, angażuje się wszystkie umiejętności. A jeśli się wygra, to niesamowicie wzrasta pewność siebie i wiara w kolejne wygrane.

A jak skomentuje pan występ w grze podwójnej?

– Stoczyliśmy wyrównaną grę z Chińczykami, którzy mieli za sobą już kwalifikacje. Było 1:1 w setach i 9-9, niestety przegraliśmy, również nerwowo. Nie gramy teraz z „Wandżim” tak, jak podczas mistrzostw Europy w Stuttgarcie, choć w tym sezonie mieliśmy już kilka udanych gier. Jednak najlepiej gramy, gdy jesteśmy po wspólnych obozach, gdzie trenujemy debla co drugi dzień. Wtedy jesteśmy zgrani. Przed nami właśnie takie obozy, które przygotują nas do mistrzostw świata. Naszym głównym celem jest jednak medal mistrzostw Europy w Polsce.

Czyli nie poprzestaliście na tym srebrnym medalu sprzed dwóch lat i to jeszcze nie koniec pary Błaszczyk/Wang?

– Wspólnie z „Wandżim” mamy na swoim koncie srebro mistrzostw Europy, dwa zwycięstwa w Pro Tourze w Polsce oraz jeden finał tych zawodów w Szwecji. Wciąż stać nas na znakomitą grę. Brakuje tylko takiego ostatniego szlifu.

Wielokrotnie mówił pan, że odpowiedzialność za dobry wynik spoczywa teraz na barkach młodszych kolegów z reprezentacji. Pan jednak pokazał, że wciąż liczy się w takich turniejach i jest w stanie osiągać sukcesy.

– Bardzo nie lubię przegrywać i nigdy niczego nie robię na pół gwizdka. Gdy jestem zdrowy i jest forma, to potrafię sprawić miłą niespodziankę. Przez lata odpowiedzialność za wynik reprezentacji spoczywała na moich barkach. Moi koledzy z kadry mieli wtedy po 20 lat. Teraz to ja zszedłem trochę na bok, a oni są na głównym planie. Mają po 27-28 lat, są silni, mają wszystkie narzędzia do osiągania sukcesów. Ja jestem u schyłku kariery, ale granie w tenisa stołowego ciągle daje mi radość. Rakietkę schowam dopiero wtedy, gdy zabraknie mi zaangażowania i przyjemności.

Przed polskimi zawodnikami kolejne turnieje Pro Tour i mistrzostwa świata w Rotterdamie. Ale panu na pewno najbardziej marzą się igrzyska olimpijskie w Londynie, już piąte w karierze…

– To piękne marzenie i wielka sprawa dla każdego sportowca i jego kraju. Sposób kwalifikacji do londyńskich igrzysk jest jak do tej pory chyba najłatwiejszy. Ważny jest dobry start w majowych mistrzostwach świata, za które jest podwójny współczynnik punktów. Tuż po nich zostanie ogłoszony ranking ITTF, z którego bezpośredni awans uzyska 28 najlepszych zawodników, maksymalnie dwóch z jednego kraju. Żałuję, że przez kontuzję opuściłem tyle ważnych imprez. Być może dzięki dobremu rankingowi już po mistrzostwach w Holandii mógłbym cieszyć się z występu w Londynie. Gdy wspominam choćby grę w Atenach, gdzie wspólnie z Tomkiem Krzeszewskim byliśmy bardzo blisko medalu, to tym bardziej pragnę rywalizacji w Anglii.

źródło: www.pzts.pl


Błaszczyk: Czekam na oferty z Polski
Written by Zbyszek
Thursday, 27 January 2011 12:42
Jeden z najlepszych polskich tenisistów stołowych pozytywnie ocenia zmiany w polskim tenisie stołowym. Powstanie spółki Polska Superliga, która autonomicznie zarządza polską ligą to według Błaszczyka naturalna droga do zmian na lepsze. Pytamy wielokrotnego mistrza kraju o polską ligę, pozycję tenisa stołowego w Niemczech i plany na najbliższą przyszłość.

Jak postrzega pan zmiany, które zaszły w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, w superlidze. Czy to co się dzieje obecnie w polskiej lidze dociera do Niemiec?
Tak, oczywiście. Bardzo interesuje się tym, co się dzieje w Polsce. Interesuje mnie to, co się dzieje w lidze. Postrzegam te zmiany bardzo pozytywnie. To, że liga sama dba o swój marketing i zarządzana w tej materii jest autonomicznie przynosi efekty. Zaowocowało to nowym sponsorem tytularnym, co moim zdaniem jest właściwym kierunkiem. Moim zdaniem jest to super sprawa, że miasto Białystok podjęło taka decyzję i będzie sponsorować naszą ligę. Oczywiście jest jeszcze wiele do zrobienia, bo jak wszyscy sobie zdają sprawę do niemieckiej ligi jeszcze nam trochę brakuje. Przede wszystkim finansowo i poziomem sportowym.

Jaka jest według pana recepta na dorównanie Niemcom?

Musimy szukać jak największej ilości zawodników z pierwszej setki rankingu światowego. Czym więcej takich zawodników będziemy mieli w polskiej lidze, tym będzie ona bardziej atrakcyjna. Ale wiadomo, że do tego potrzebne są pieniądze. Wówczas również i nasi zawodnicy skorzystają na lidze jeszcze więcej. Będą mieli lepszą drogę do przebicia się na arenie międzynarodowej. W Niemczech wszystkie mecze stoją na wysokim poziomie, ligowe i w pucharze. Zawodnicy mają na co dzień styczność z zawodnikami czołówki Europy, co podnosi ich poziom sportowy. Tu widzę rolę ligi w Polsce. Lepsi zawodnicy, mocne kluby, mocniejsza reprezentacja.

Aktualnie jesteśmy na etapie regularnych transmisji z polskiej ligi. W każdy wtorek mecze klubów superligi transmitowane są na żywo w Orange Sport info. Jak to wygląda w Niemczech?
W tej chwili niektóre mecze są transmitowane. Wcześniej główną telewizją Bundesligi była stacja DSF, w tej chwili stało się to, co musiało się stać w mojej opinii. Kluby nie chciały więcej płacić za transmisje telewizyjne i dzisiaj mecze pokazywane są w regionalnych kanałach telewizyjnych, a urywki i skróty spotkań w stacjach ogólno

W Polsce kluby nie muszą pokrywać kosztów każdej transmisji, więc póki co taka sytuacja nam nie grozi. Kiedy zobaczymy pana w polskiej lidze? To pytanie, które nie tylko my sobie zadajemy, ale myślę, że wielu kibiców w Polsce. Jeden z najlepszych i najbardziej utytułowany polski tenisista musi kiedyś zagrać jeszcze w polskim klubie?
Myślę, że to powinno być pewnego rodzaju prawidłowością. Ale tak naprawdę, jak już wiele razy mówiłem, żaden polski klub się nie zgłosił do mnie z ofertą gry. Ja oczywiście myślę o powrocie do kraju, jestem nawet w trakcie budowania domu w Drzonkowie, tam zamierzam osiąść. Jestem otwarty na propozycje z różnych klubów w Polsce. Kontrakt w Niemczech mam ważny do końca czerwca 2012, czyli jeszcze przez kolejny sezon. Po następnym sezonie mam w planach powrót do kraju i będę szukał klubu. Czy w Polsce, czy w Niemczech na dojazdy, czy w Rosji, Francji czy w innym kraju. Zobaczymy jakie będą oferty. W moim interesie jest gra w polskiej lidze, bo nie będę musiał tyle podróżować, byłbym bliżej rodziny. A polska superliga też z pewnością by na tym zyskała. Na pewno byłaby to super sprawa pograć przez kilka lat w polskiej lidze.

Jak jest z popularnością tenisa stołowego w Niemczech? W ostatnim rankingu na najlepszych sportowców Niemiec Timo Boll zajął drugie miejscu tuż za mistrzem świata w F1 Sebastianem Vettelem.
Popularność jest ogromna. Niemcy mają 680 tysięcy zarejestrowanych zawodników, którzy płacą licencje. Jest to trzeci-czwarty sport w Niemczech pod względem ilości uprawiających. Są tutaj niesamowite rzesze grających. Ze składek tych 680 tysięcy amatorów żyje cały sport zawodowy. W zależności od tego ilu jest grających w danym landzie takie fundusze ma region. To się przekłada na wszystko, na mocne kluby, na mocną ligę, na ilość profesjonalnych trenerów w danych regionach. To jest taka drabinka, która właśnie bez tych 680 tysięcy amatorów nigdy by nie funkcjonowała. Do tego oczywiście dochodzą sponsorzy, których ma każdy klub. Jednak z tą różnicą, że tutaj kapitał jest trochę większy niż w Polsce i może łatwiej jest o pozyskanie sponsorów. A wracając do Timo Bolla. On od lat jest w pierwszej trójce rankingu na najlepszych sportowców. W czasach gdy mistrzem świata F1 był Michael Schumacher, Boll i Dirk Nowicki, gwiazda NBA stanowili wielką trójkę najlepszych zawodników. U siebie, w Niemczech Boll jest wielki.

Czy ogląda pan transmisje z meczów polskiej ligi?
Niestety nie miałem jeszcze okazji obejrzeć meczu na żywo, bo w tym czasie trenuję, ale śledzę wyniki, wiem jak kto gra. Interesuje mnie poziom i występy moich kolegów, więc jestem na bieżąco. Widziałem natomiast Superpuchar Polski, który w zeszłym roku odbył się w Białymstoku. To był strzał w dziesiątkę. Tego nam trzeba w tenisie stołowym. Pewne imprezy trzeba wyróżnić, pokazać z innej strony. Pokazać się w inny sposób. Zainteresować też media tym, że tenis stołowy to fajna dyscyplina i warto o niej pisać.źródło: www.superliga.com
rozmawiał Paweł Surynowicz/Superliga


Lucjan Błaszczyk krótko o początku sezonu
Written by Zbyszek
Sunday, 28 September 2008 11:46

Nasz najlepszy zawodnik gra, tak jak każdy, nowym sprzętem. O nowych okładzinach i porażce z Jakubem Kosowskim – w artykule.

O porażce z Jakubem Kosowskim: przecież to żadna niespodzianka, ja z nim nigdy nie wygrałem (śmiech), grał bardzo dobrze, wszystko trafiał, miałem kłopoty z odbiorem jego serwu, po spędzeniu ośmiu godzin w busie zagrałem najlepiej jak mogłem.

Wszyscy eksperymentują z nowym sprzętem, stąd tak dużo niespodzianek. Jeszcze kilka miesięcy i wszystko się unormuje. Nowe okładziny są coraz lepsze. Ja bardzo dużo testowałem z firmą Tibhar, dostaję teraz okładziny „skrojone na miarę” pode mnie.

Ewentualne różnice pomiędzy świeżym klejeniem i wbudowanym efektem świeżego kleju to właściwie już sprawa nastawienia psychicznego. Myślę, że za 6 – 12 miesięcy wszyscy zapomną, że kleili okładziny i deski.

Lucek intensywnie trenuje i przygotowuje się do ME.


Lucjan Błaszczyk odpowiada na pytania czytelników
Written by Ivo
Wednesday, 02 July 2008 10:49

Poniżej publikujemy pierwsze sześć pytań jakie nasi czytelnicy zadali Lucjanowi Błaszczykowi i odpowiedzi na nie. W sumie zadaliśmy Luckowi 26 pytań, na wszystkie pytania Lucek odpowiedział z przyjemnością i wyczerpująco, wszystkie mu się podobały, żałował, że nie wziął z sobą 26 koszulek.

Koszulkę z nazwiskiem i autografem Lucjana Błaszczyka otrzyma Pati. Serdecznie gratulujemy, a wszystkim, którzy wzięli udział w naszej akcji bardzo dziękujemy! Odpowiedzi na kolejne pytania – już jutro.

Daniel: Kto był Pana największym idolem, gdy zaczynał Pan grać w tenisa stołowego i jakie było wtedy Pana największe sportowe marzenie?

 

Lucjan Błaszczyk: Z tego co sobie przypominam, bo to już dawno było – moim idolem był Jean Phillipe Gatien, z tego względu, że ja starałem sie grać bardzo szybko za młodu i bardzo agresywnie, a on prezentował właśnie taki styl. Poza tym bardzo imponowała mi u niego strona psychiczna. Phillou był zawsze wyciszony, spokojny i pewny siebie. Później miałem okazję go poznać, grać z nim wielokrotnie, wygrałem z nim w Sydney na IO o 16. Ta dynamika w grze i spokój podobały mi się również u Petera Raftera, tenisisty ziemnego, którego też bardzo chętnie oglądałem, a który niestety szybko skończył karierę.

 

emator: Co sprawiło, że zaczął Pan grać w tenisa stołowego? Może jakaś sytuacja czy osoba zachęciła Pana do uprawiania tego sportu?

 

Lucjan Błaszczyk: W moim miasteczku, we Lwówku Śląskim, zacząłem w wieku ośmiu lat trenować piłkę nożną i grałem przez 2 lata, ale zimą nudziło mi się trochę, bo nie można było grać w piłkę, akurat w tym czasie w MDK, we Lwówku zorganizowano turniej tenisa stołowego, na który poszedłem. Zająłem tam drugie miejsce i zostałem zauważony przez trenerów Czarnych Lwówek, panów Ryszarda Kowalskiego i Staszka Ugrynowicza. Oni zaprosili mnie na trening i tak zaczęła się moja przygoda z tenisem stołowym, właśnie dzięki temu miejskiemu turniejowi. Później kiedy musiałem wybrać między piłką a tenisem stołowym – wybrałem tenis. Nie wiem czy dobrze. 🙂 śmiech

 

Michał: Dużo Pan już osiągnął w swoim życiu, ale jakie Pan ma jeszcze cele w życiu sportowym?

 

Lucjan Błaszczyk: Nie nastawiam się już na jakiś konkretny wynik, kiedyś moim marzeniem było wygrać mistrzostwa województwa, w miarę wspinania się po szczebelkach kariery stawiałem sobie coraz ambitniejsze cele, chciałem wygrać medal na MP, na ME itd. Teraz patrzę na moją grę pod względem rozwoju i moim celem sportowym jest właśnie rozwój, doskonalenie techniki, różnych uderzeń i udoskonalanie gry, siebie pod względem psychicznym – żeby być dobrze przygotowanym do poszczególnych turniejów – być odpornym psychicznie, przygotowanym na trudne sytuacje, nieoczekiwane zdarzenia, które mają miejsce podczas każdej gry. Ale marzy mi się jeszcze medal ME w singlu, bo medali z ME mam dużo – 11, ale tego singlowego mi brakuje. Blisko jego zdobycia byłem w Bremie, gdzie o medal przegrałem z Primoracem, gdzie prowadziłem 2-1 i 5-0, grało się wtedy do 21, byłem w dobrej dyspozycji, ale nie udało się. Chciałbym więc tego dokonać w ciągu tych kilku lat kariery jakie mi jeszcze zostały.

 

No Logo: W swojej karierze sportowej spotkał Pan przy stole wielu wybitnych, chińskich zawodników. Na czym polega fenomen ich gry? Zdawałoby się dynamizm nie do przezwyciężenia, będący odbiciem ich niezwykłej pasji gry. Jak wygląda ogólny portret psychologiczny chińskiego zawodnika?

 

Lucjan Błaszczyk: Z mojej perspektywy, zawodnika, który już wiele lat gra w tenisa stołowego, zauważam, że ten portret zawodnika chińskiego zmienił się w ostatnich latach. Kiedyś Chińczyków charakteryzowało to, że zawsze przyjeżdżali bardzo silną grupą, byli zamknięci na świat, nie znali języków i tworzyli z reguły hermetyczną grupę, nie mającą kontaktu z europejskimi zawodnikami. Od mniej więcej ośmiu lat, od generacji Kong Linghui i Liu Guolianga, czyli mojej generacji zaczęła się ta mentalność nieco zmieniać. Oni byli pierwszymi Chińczykami, którzy stali się bardziej otwarci, zaczęli grać w europejskich ligach, mówili już trochę po angielsku. Ta otwartość sprawiła, że są jeszcze groźniejsi, ciągle udoskonalają technikę, wiedzą jak trenować, by być coraz lepszym. Mają dużą grupę doskonałych zawodników, a do tego są otwarci, wyluzowani i nie są już tak zastraszeni jak przed kilkoma laty. Coraz lepiej znoszą obciążenie psychiczne, są również w trudnych momentach gry bardzo silni, co pokazują na wszystkich turniejach. Są perfekcyjnie wyszkoleni technicznie, grają znakomitą krótką grę: serw, odbiór, robią bardzo mało błędów ataku trzeciej piłki, no i do tego mają ogromną konkurencję w kraju, która cały czas podnosi poziom, 50 tysięcy zawodowych trenerów, którzy codziennie myślą o tym jak swoich zawodników poprawić, śmiech 🙂

 

Kacper Raksimowicz: Czy nadgarstek przy forhendzie pomaga czy szkodzi? Bo np. najlepsi na świecie Chińczycy nie używają nadgarstka, a słabsi od nich Europejczycy używają.

 

Lucjan Błaszczyk: Najlepsi Chińczycy używają nadgarstka przy wszystkich zagraniach, przy serwach, przy odbiorach, przy topspinie bekhendowym i forhendowym, może Kacper nie zaobserwował tego, bo robią to tak bardzo szybko, że nie widać, a my robimy to wolniej – więc widać. Nadgarstek jest bardzo ważny przy uderzeniu forhendowym, najlepsi zawodnicy w ostatniej chwili decydują gdzie posłać piłkę i to już robi nadgarstek. Nadgarstek poprawia też jakość topspinu, można nim nadać więcej rotacji piłce.

 

Pati: Czy po tylu latach treningów, ciągłego grania, zawodów i temu podobnych nie męczy Pana ten sport? Nie czuje Pan „zmęczenia materiału”? Przesycenia tą dyscypliną? Znudzenia, znużenia, mimo iż jest to zapewne Pana największa lub jedna z największych pasji?

 

Lucjan Błaszczyk: O tym mógłby coś powiedzieć mój były trener Grycan, bo on przeprowadzał z zawodnikami różne testy i zawsze podkreślał, że ze wszystkich testów wynika to, że ja mam największą motywację wewnętrzną do grania. I tego się nie traci, ja bardzo lubię grać. Na pewno są momenty takie, że czuję zmęczenie materiału, szczególnie kiedy mam kontuzje, drobne urazy, jestem przemęczony – to wtedy czuje się ogólne przygnębienie, ale z reguły po dwóch, trzech dniach odpoczynku to mi przechodzi. Także kiedy ma się słabszą fazę w jakimś okresie sezonu, gdzie gra się gorzej, czy przegra się nawet pechowo kilka gier – to odbija się to na psychice i człowiek czuje się znużony tenisem stołowym, ale z motywacją do grania nie miałem nigdy problemu, bo po prostu bardzo lubię grać i z pewnością to jest moja największa życiowa pasja. Mam kilka innych zainteresowań, ale największe hobby jakie miałem stało się moim zawodem.


Polecam Sycylię
Written by Kura
Tuesday, 24 June 2008 20:25

Lucjan Błaszczyk przez dwa tygodnie odpoczywał na Sycylii. O jego wakacjach, planach na najbliższą przyszłość, nowym sprzęcie w krótkiej rozmowie.

Lucek, wróciłeś z wakacji. Jak było na Sycylii?

Fantastycznie! Jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu. Dwa tygodnie odpoczywałem od tenisa stołowego, wysypiałem się, chodziliśmy do tutejszych restauracji. W ogóle nie można porównać do włoskich restauracji w Polsce czy Niemczech. To są dwie zupełnie różne sprawy. Cieszę się, że najadłem się owoców morza, bo je bardzo lubię, a nie zawsze jest okazja. Polecam wszystkim Sycylię jako miejsce do miłego spędzania czasu. Oczywiście nie zapomniałem, aby się trochę ruszać więc biegałem, jeździłem na rowerze, ogółem byłem w ruchu.

Teraz już wróciłeś i dalej wypoczywasz?

I tak i nie. Z jednej strony nie trenuję jeszcze na najwyższych obrotach, ale zacząłem już testować nowy sprzęt aby być przygotowanym na nowe przepisy. Testowałem np. już okładzinę Sinus i muszę powiedzieć, że widać duży postęp w technologii. Teraz wszystkie firmy skupiają się aby okładziny z wbudowanym efektem były jak najszybsze i muszę powiedzieć, że idzie to w dobrym kierunku. O sprzęcie będę mógł powiedzieć dużo więcej w przyszłym tygodniu, bo we wtorek udaję się do siedziby Tibhara i wspólnie z kilkoma osobami będziemy testowali nowy sprzęt. Po tych pierwszych próbnych testach Sinusa jestem dobrej myśli jeśli chodzi o rozwój okładzin.

Podpisałeś dwuletni kontrakt ze swoim klubem w Grenzau, jesteś zadowolony?

Tak i to nawet bardzo. Mogę nawet powiedzieć, że aktualny kontrakt jest najlepszym w mojej karierze. O moim ewentualnym przejściu do innego klubu trudno teraz mówić, bo mam dwuletni ważny kontrakt i chciałbym go wypełnić.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia we wtorek na testach.

Dzięki.


Lucjan Błaszczyk – „Zaczynam coraz bardziej realnie myśleć o grze w Polsce”
Written by Zbyszek
Sunday, 08 June 2008 17:24
Na jednym z turniejów pokazowych z cyklu Enzborn Cup spotkałem naszego najlepszego zawodnika – Lucjana Błaszczyka.

Kiedy wchodziłem na salę, Lucek grał półfinałowe spotkanie z J.O Waldnerem.

Właśnie było 6 – 8 w decydującym secie na niekorzyść naszego zawodnika.

Po chwili, Waldner gratulował Polakowi zwycięstwa. Po serii ciekawych, stojących na światowym poziomie piłek, Szwed nie zdobył już punktu.

W pierwszym swoim meczu nasz gracz pokonał Joerga Rosskopfa.

Finał to kolejny popis gry Lucka, w grze przeciwko Petrowi Korbelowi.

Zwycięstwo 3 – 2, licznie zgromadzona publiczność nagrodziła gromkimi oklaskami.

Przy stanie 8 – 8 i serwie Korbela, Lucek fantastycznie dwukrotnie zagrał flipa z boczną rotacją (popularnego „wkręta”) po prostej. Odrzucił przeciwnika od stołu i skończył akcję forhendem.

Wszystko to mnie utwierdziło, że pierwsza rakieta naszego kraju może ciągle wygrywać z najlepszymi.

No właśnie, taka dyspozycja, a Lucek jest „tylko” pierwszym rezerwowym na IO w Pekinie.

O tym i innych sprawach rozmawialiśmy sobie prawie 2 godziny.

Lucek o sezonie

Jeszcze chyba nigdy nie miałem tak pechowego i trudnego sezonu. Sprawy sportowe i pozasportowe nie układały się po mojej myśli. Niepomomyślnymi wydarzeniami mógłbym obdzielić kilka lat i wiele osób. Przegrywałem wiele końcówek w lidze i w ważnych turniejach. Trochę bałaganu organizacyjnego, nieczytelne do końca przepisy i zwyczajny ludzki brak szczęścia, przeszkodziły mi w kolejnym występie na igrzyskach. Ale wszystko ma swoje dobre i złe strony. Wszystkie te doświadczenia wiele mnie nauczyły. Patrzę też na wiele spraw zupełnie inaczej. Zmieniły się też w dużej mierze moje sportowe i życiowe priorytety. Na szczęście teraz znowu wszystko zaczyna się układać pomyślnie. Po niedzielnym finale wyjeżdżam na dwutygodniowy urlop na Sycylię z moją żoną.

Lucek o problemach ze zdrowiem

Mało kto wie, ale ja przez parę miesięcy walczyłem z wirusem, który zaatakował mój organizm. Po dwóch zaproszeniowych turniejach w USA po przyjeździe do Europy okazało się, że mam wydolność organizmu na poziomie dziecka. A tu trzeba było ciągle grać w klubie i reprezentacji. Moim stałym atrybutem zawodniczym oprócz rakietki był specjalny spray do ust, ułatwiający mi oddychanie. Groziła mi astma. Na szczęście teraz już wiem, po ostatnich badaniach, że widmo tej poważnej choroby już mi nie grozi.

Lucek o przygotowaniach do sezonu

Do tej pory nic nie wiem, co się będzie dalej działo. Po przegranych eliminacjach olimpijskich nikt z PZTS – u się do mnie nie odezwał. Z tego, co słyszałem bardzo dużo pieniędzy pochłoną przygotowania kobiet do IO w Pekinie. Zaplanowano kosztowne zgrupowania w Chinach. Nie zapominajmy jednak o przygotowaniach i szkoleniu tutaj w Polsce. Mamy perspektywicznych zawodników i utalentowaną młodzież.

Lucek o sprzęcie

Po powrocie z Sycylii zaczynam testowanie nowej okładziny. Konkurencja nie śpi. Ostatnio miałem w rękach okładzinę innej firmy. Jest rewelacyjna. Piłka leci nawet szybciej, niż na świeżym kleju. Produkowany obecnie sprzęt jest w większości o wiele gorszej jakości, niż kiedyś. Szczególnie to widać, jeśli chodzi o piłeczki i stoły. Dzisiaj np. mimo, że graliśmy na nowych stołach i wyselekcjonowanymi piłeczkami, wiele razy popełnialiśmy niewymuszone błędy.

Lucek o poziomie pingponga w Europie

W Europie jest olbrzymia dziura pokoleniowa. Popatrz tutaj na nich (tu ręką wskazał na siedzących naprzeciwko nas Waldnera, Perssona, Rosskopfa, Chen Weixinga, Karakasevica, Grujica). Najmłodszy z nich ma 33 lata. Jak ich zabraknie, a nie widać za bardzo następców, to pojawi się szansa dla takich zawodników jak np. Daniel Górak, czy Bartek Such. Ciągle im to powtarzam.

Lucek o grze w Polsce

Przyznaję, że myślę coraz bardziej realnie o grze w Polsce. Mam aktualnie nawet dwie propozycje z naszego kraju. Jednak, wiąże mnie jeszcze podpisany na 2 lata kontrakt z Grenzau. Ostatnio zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Przed kolejnymi meczami Bundesligi zaczynam się czuć jakbym przyszedł do pracy. Nie czuję tego dreszczyku, który przez te 14 lat był ważną siła sprawczą mojej gry. Widzę też jednocześnie, że polska liga coraz bardziej się wzmacnia. Jest coraz więcej ludzi gotowych inwestować pieniądze w tenis stołowy. Widzę też i spotykam coraz więcej ludzi otwartych na nowe pomysły, prawdziwych menadżerów i promotorów naszej dyscypliny. Wcześniej, czy później prawdpodobnie zagram w polskiej lidze.

Lucek o pieniądzach w tenisie stołowym

W Europie jest coraz więcej krajów, gdzie na tenis stołowy znajdują się pieniądze. To nie tylko Niemcy, ale i Hiszpania, Włochy, Francja, Rosja. W takich krajach jak Austria, Turcja, Dania, Chorwacja, Polska i innych znajduje się coraz więcej klubów z poważnym budżetem. Tylko się cieszyć. Wróży to też dobrze atrakcyjności rozgrywek w europejskich pucharach.

Lucek o sobie

Ciągle się czegoś uczę, ciągle coś nowego przeżywam, ciągle staram się rozwijać…


Lucjan Błaszczyk prywatnie PDF Print E-mail
Written by Kura
Monday, 16 October 2006 12:06

Czekając na drugą część artykułu Zbyszka, prezentującego sylwetkę Lucjana Błaszczyka, proponujemy dziś Lucka prywatnie. W cyklu rozmów o prywatności kadrowiczów, dziś wypowiedzi naszego najwyżej notowanego na liście światowej tenisisty.

Rafał Kurowski: Lucjan, jak długo mieszkasz w Niemczech?

Lucjan Błaszczyk: Od sierpnia 1995 roku.

Jak wygląda twój dzień?

Wstaję z reguły o 8, śniadanie jem w domu, potem mam trening o 10 – 2 do 2,5 godziny, później razem z całą drużyną jem obiad. O 13:30 jestem w domu, odpoczywam, czasem się zdrzemnę, albo obejrzę jakiś film, w zależności od tego jak się akurat czuję. Serfuję po internecie, często dzwonię do znajomych na całym świecie – to moja ulubiona zabawa (śmiech) – mam bardzo dużo znajomych, kontaktów. O 16 drugi trening, do 18, trochę siłowni, dwa razy w tygodniu masaż, dwa razy w tygodniu – we wtorki i czwartki – trening siły i dynamiki, raz w tygodniu, zazwyczaj w poniedziałek – sauna. Staram się przynajmniej dwa razy w tygodniu, po treningu porannym pobiegać w lesie, na świeżym powietrzu, na ścieżce zdrowia.

Jak mieszkasz?

8 lat temu kupiliśmy tutaj mieszkanie, w spokojnej dzielnicy, w małym miasteczku z trzema tysiącami mieszkańców, blisko lasu. Dobrze mi się tu wypoczywa po męczących turniejach.

Smakuje ci kuchnia niemiecka?

Nie przepadam za nią, jem raczej dużo sałatek – z sałaty, pomidorów, ogórków, papryki, do tego tuńczyk albo feta. Rosół bardzo lubię, i ryby. 2-3 razy w tygodniu sam jeżdżę na ryby. Poza tym jem często owoce morza, szczególnie będąc w Chinach lub we Francji. Właściwie nie jadam żadnego mięsa poza kurczakiem.

Gdzie nauczyłeś się niemieckiego?

Jakoś tak przy okazji, bo nie uczyłem się w żadnej szkole, ani z książką. Od początku oglądałem niemiecką telewizję, starałem się czytać gazety. Moja żona Monika, która chodzila do prywatnej szkoły, czasami mnie poprawiała.

Z tego co słyszałem to świetnie sobie radzisz. Dzięki za rozmowę.

Dziękuję.


 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku