| Kontrola, czy wolność? |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| piątek, 07 maja 2010 09:27 | |||
|
Są różne szkoły trenerskie osiągania wyników z zawodnikami. Od totalnej kontroli nad wszystkim aż do dużej swobody i możliwości ingerowania zawodnika w proces treningowy.
z cyklu warsztaty trenersko - zawodnicze Oczywiście rozpatrujemy tutaj trening z już ukształtowanymi zawodnikami w wieku późnego juniora i seniora. Choć pewne akcenty powinny już być zaznaczane w pracy z najmłodszymi. Czy wsłuchiwać się w nastroje dzieci na zajęciach i się do nich przystotosowywać, czy żelazną ręką realizować założony plan treningowy? Na pewno takie, czy inne postępowanie jest też uzależnione od cech psychicznych dziecka, dorosłego zawodnika, czy trenera. Jednak na pytanie postawione w tytule felietonu każdy trener wcześniej, czy później powinien sobie odpowiedzieć. Osobiście mam różne doświadczenia i jako trener w swoim czasie byłem zwolennikiem jednej i drugiej teorii. No, może nie chciałem wszystkiego kontrolować w poczynaniach zawodnika, ale uważałem, że powinienem mieć na wszystko wpływ jesli chodzi o sam trening i wszystko to, co się wokół niego dzieje. Są jednak jeszcze bardziej skrajne teorie, których zwolennicy – trenerzy uważają, że całe codzienne życie powinno być podporządkowane uprawianej dyscyplinie. W Niemczech nauczyłem się jednak jednego: zawodnkowi trzeba dać więcej swobody i wolności. W moim przypadku zostało to niejako wymuszone, bo trafiałem do klubów, gdzie wszystko musiałem zaczynać od początku, a nadrzędnym celem było przyciągnięcie jak największej ilości dzieci i podniesnienie poziomu powierzonych mi zawodników. Trzeba było też nawiązywać kontakty ze starszymi ukształtowanymi zawodnikami, by zdobyć ich zaufanie. Wtedy wydawało mi się to działaniem wymuszonym i obliczonym na krótką metę. Jednak potem sam zobaczyłem, że dając więcej swobody nie traci się wcale autorytetu u graczy. Więcej – zawodnik, który w ten sposób staje się podmiotem tym bardziej lgnie do trenera i tym chętniej słucha jego rad i zaleceń. I nie musi wcale mówić do trenera; proszę pana, trenerze itd. Wystarczy nawet po imieniu, bo szacunku nie buduje się na sztucznym budowaniu barier tylko na byciu przykładem jako trener i człowiek. Szkoła niemiecka wychowywania mistrza jest oczywiście specyficzna, bo każda nacja jest na swój sposób inna. Miałem możliwość poznania, czy zaobserwowania zachowań wielu dzisiejszych znanych niemieckich zawodników i trenerów. Gracz, ten już wybrany jest zawsze w centrum. Ma sporo do powiedzenia. Oczywiście wszystko w pewnych ramach narzuconych przez związek i trenera. Jednak nie czuje się w tym wszystkim jak ryba w małym akwarium zdana tylko i wyłącznie na innych. U nas swojego czasu bardzo sie krytykowało poczynanania Zbyszka Nęcka, jego autokratyczny sposób postępowania i chęć sprawowania kontroli nad wszystkim. Jak robiłem wywiad z nim z Li Qian i ze Zbyszkem w Bremie to na zadane pytania jego zawodniczka najpierw patrzyła na Zbyszka, a potem odpowiadała. Czasami jednak odpowiadał sam trener. Na ile było to spowodowane kłopotami językowymi, na ile relacjami z trenerem nie jestem wstanie odpowiedzieć. Koniec końców Zbyszek osiągnął taki sukces o jakim każdy szkoleniowiec chciałby przynajmniej pomarzyć. Może w tym przypadku taki sposób postępowania był jedyny i potrzebny? Już na zupełnie skrajnym biegunie stoi chińska szkoła wychowania mistrzów. Jest jednak tak specyficzna, że jej szczegółów nie trzeba chyba tutaj rozpatrywać. Na drugim przeciwstawnym biegunie stoją tacy europejscy mistrzowie jak Waldner, Persson, Gatien, Maze, Ovtcharov, Boll, Rosskopf, Struse i inni. Swobodne wychowanie, dziecko ma zawsze racje itd. Sukces można na pewno osiągnąć na 2 opisywane sposoby. Jednak w jednym przypadku zapomina się, że mamy do czynienia z żywym człowiekiem, natomiast w drugim jest on na pierwszym miejscu. Jest bardziej kreatywny, twórczy, rozwija się jego samodzielnośc i odwagę do podejmowania decyzcji. Pomoże to bardzo potem w późniejszym życiu, bo sukcesy na miarę Grubby, Kucharskiego, Błaszczyka i Partyki będą udziałem bardzo nielicznych. Osobiscie jestem zwolennikiem 3 rozwiązania oczywiście z punktem ciężkości przesuniętym mocno w kierunku swobody, kreatywności i wolności. Jednak z dyscypliną na zajęciach, umiarkowaną kontrolą nad tym, co robi zawodnik z uwzględnieniem partnerskich relacji. Do kanonu mojego postępowania należą: częste rozmowy, wytłumaczenie motywów moich decyzji, branie pod uwagę przy podejmowaniu tych ostatnich uczuć i emocji zawodnika, słowo przepraszam, gdy popełnię błąd... Zbyszek Stefański
|








