Gorący news

1. Zimowy Międzynarodowy Obóz Szkoleniowy Brzeg Dolny 27.12 – 31.12.2019.

Szczegóły: tutaj

2. Promocja świąteczno-noworoczna firmy JOOLA w sklepie www.ustefiego.pl

Szczegóły: tutaj

 

 

 

 

 

 

<

Jaką wybrać drogę?

Jako młody trener dostałem po leniu i karierowiczu Adamie Gierszu jedną z nasilniejszych grup treningowych w kraju wtedy.

Byłem niewiele starszy od zawodników, których trenowalem 2 razy dziennie.

Wyjeżdżałem na najważniejsze zawody w kraju, brałem udział  jako trener-sparingpargpartner w zgrupowaniach reprezentacji kraju, byłem coachem na meczach Superligi i uważałem, że wszystko wiem…

Szybko jednak w pewnym momencie zapaliła mi się czerwona lampka i stwierdziłem, że muszę sam poprowadzić własną grupę naborową, żeby samemu doświadczać wzloty i upadki.

Trenując najlepszych w kraju można szybko zgubić realność życia trenera.

Moje wyobrażenie i teksty typu: będziesz drugą Anią Januszyk, czy Luckiem Błaszczykiem szybko zweryfikowało życie.

Raptem okazało się, że znalezienie, nauczenie i wychowanie takich zawodników nie jest takie proste…

Ta moja pierwsza grupa naborowa nie była wynikowo najlepszą generacją zawodników, które przez te wszystkie lata trenowałem.

Z tej grupy wyszła m.in Ola Pawelczuk i parę medali z MP, czy wtedy turniejow ogólnoplskich.

Dało mi to jednak wtedy zdrowy dystans do tego, co „osiągałem″ z wielkimi zawodnikami tamtych czasów w Polsce.

To i inne wydarzenia spowodowały, że obojętnie, gdzie potem trafiałem (Sopot, Muhlhausen, Niedersachsen) zawsze zakładałem własną grupę naborową i ją przez parę lat prowadziłem.

Mimo tego, że nie zawsze musiałem.

Ławiej jet przecież przejąć utalentowanego, ukształtowanego zawodnika i dalej go prowadzić.

Łatwiej nie znaczy łatwo, bo i to jest trudna praca.

To jednak zasadniczo skraca drogę do kariery, ale i często depcze pracę innych.

Rzadko się dziś zdarza, by jakiś młody trener, czy były zawodnik zaczynał pracować z grupą naborową.

To przecież ciężka, mozolna praca, której się wielu nie chce wykonywać.

Lepiej zarabiać sztundami, chwalić się wynikami i filmami na Facebooku i próbować przylepić się do jakiegoś wygodnego układu.

To właśnie wtedy wykluwa się jak to nazywam syndrom komfornistycznego trenera-lenia-byłego zawodnika.

A polski system panujący w szkoleniu daje temu od dekad zielone światło.

Ileż to mamy trenerów-byłych zawodników, którzy wcześniej ze swoimi podopiecznymi przez siebie wytrenowanymi wygrali przynajmniej 1 turniej okręgowy?

Lenie, śmierdzące lenie, karierowicze żerujący na pracy innych.

Bo jak inaczej to nazwać?

Zaczynając trenować od początku zawodnika, czy grupę zawodników na początku z reguły jesteś sam.

Zanim coś osiągniesz musi minąć parę lat.

Szczególnie jest trudno w miejscach, gdzie nie ma większych tradycji, czy wiedzy jak dobrze trenować, by się znaleźć na szczycie.

Z reguły to od Ciebie wyciągają wiedzę, samemu nic nie dając w zamian.

Nie dają w zamian, bo mało wiedzą, bądź wiedzą się nie chcą dzielić.

Dopiero po jakimś czasie i po pierwszych sukcesach pojawiają się pewne osoby.

Z reguły coś chcą dla siebie ugrać, powołać Twojego podopiecznego do kadry wojewódzkiej, skaperować do swojego klubu powoli go sobie przywłaszczając oczywiście nie wspominając o Twojej pracy.

Śmieszą mnie te wszystkie wpisy wielkich trenerów, którzy po jednym, czy dwóch treningach z jakims dobrym zawodnikiem rozpisują się o swojej wspaniałej pracy.

Gdybym ja tak czynił miałbym już sporą metryczkę cudzych osiągnięć na mojej stronie.

Tak, to rozbuchane ego i przywłaszczanie sobie pracę innych jest w środowisku trenerskim na porządku dziennym.

Zero empatii, tylko brutalna walka.

To jest też cena za to, że chce się pracować u podstaw.

Ale zapewniam.

Warto.

Za nic bym nie oddał zdjęcia pierwszym  zdobytym pucharem, czy medalem wygranym przez mojego podopiecznego, czy podopieczną na zawodach okręgowych.

Nigdy nie zapomnę pierwszego zdobytego punktu na pierwszym meczu ligowym, czy wyjazd na pierwszy obóz z moimi podopiecznymi.

Jak się im oczy z niedowierzaniem otwierają po pierwszym udanym topspinie bekhend, czy pierwszym prawidłowym dolnym krótkim serwem do forhendu….

Po co się mam z tego okradać?

Dla kariery?

Zbyszek Stefański

 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku