Gorący news

Nowy sklep www.ustefiego.pl już do Państwa dyspozycji!

Nowy sklep

<

Jakub Kosowski: Chciałbym wrócić do francuskiej ligi

Jakub Kosowski: Chciałbym wrócić do francuskiej ligi

 

Jakub Kosowski urodził się 26 grudnia 1982 roku w Bytomiu. Utytułowany polski pingpongista odpowiedział portalowi time-out.pl na kilka pytań. Serdecznie zapraszamy do lektury.

 

Maciej Mikołajczyk: Jak zaczęła się twoja przygoda z tenisem stołowym? Czemu wybrałeś właśnie ten sport, a nie np. piłkę nożną?

 

Jakub Kosowski: Z tenisem stołowym zetknąłem się w zasadzie bardzo wcześnie. W dużym pokoju w domu stał stół przeznaczony do tego sportu. Na początku byłem raczej obserwatorem, dopiero później zaczęło się jakieś pierwsze uderzanie rakietką w piłkę, ale bardziej po ścianach, niż na drugą połowę stołu. Z czasem nabierałem jednak wprawy. Jakoś zawsze ciągnęło mnie do sportu, choć nikt w mojej rodzinie nie był sportowcem. Wcześniej tata zabierał mnie na różne mecze koszykówki, żużla, czy hokeja, który w tamtym czasie w Bytomiu stał na wysokim poziomie. Sam jak każdy dzieciak grałem w piłkę nożną z kolegami, ale stół stał w domu. Nie trzeba było daleko jechać, więc jak już zacząłem nabierać kontroli nad tym, że mogę kilkanaście razy odbić na druga stronę bez pomyłki, spodobało mi się to na tyle, że wylądowałem w klubie w Chorzowie i do dzisiaj gram zawodowo.

 

Mikołajczyk: Jesteś drużynowym brązowym medalistą mistrzostw Europy z Belgradu. Trudno w to uwierzyć, ale było to już 11 lat temu. Jak wspominasz ten czempionat?

 

Kosowski: Czas leci bardzo szybko. Nie da się ukryć. Tamten turniej, pomimo tego, iż byłem tylko rezerwowym w drużynie, wspominam bardzo dobrze. Mieliśmy super zespół, świetną atmosferę na ławce podczas każdego meczu, a i o mały włos pokonalibyśmy Niemców w półfinale. Nikt wcześniej nie był tak blisko ogrania faworytów tego turnieju, jak my. Co prawda, przegraliśmy 3:0, ale w każdym pojedynku nasi zachodni sąsiedzi musieli bronić po kilka piłek meczowych. Było naprawdę blisko. Szkoda, że się nie udało. Poza tym całkiem dobrze poszło mi wtedy w turnieju indywidualnym, gdzie przeszedłem dwie rundy, pokonując między innymi Patricka Chila. W dalszej fazie turnieju przegrałem 4:2 z Joergenem Perssonem. Podsumowując, turniej zaliczam do udanych i mam miłe wspomnienia z Belgradu.

 

Mikołajczyk: Jak od tego czasu rozwinął się poziom tenisa stołowego w Polsce? Kondycja pingponga w kraju nad Wisłą się pogorszyła, czy jednak wszystko idzie w dobrym kierunku?

 

Kosowski: W tamtym czasie przebywałem już piąty rok w Niemczech. Walczyłem w Bundeslidze. Wtedy wszyscy z tamtejszej drużyny grali za granicą poza Pawłem Chmielem. Czasy się zmieniają i po kilku latach wszyscy z tamtej kadry wrócili zza granicy i grali w Polsce, więc na pewno sporo się zmieniło, jeśli chodzi o rozgrywki ligowe. Sytuacja ekonomiczna się poprawiła, a za tym przyszły pieniądze, pojawili się sponsorzy i mocniejsi zawodnicy. Liga się rozwinęła na plus, choć może nie do końca jeszcze we wszystkich klubach. Jest więcej akcji promujących naszą dyscyplinę w Polsce, powstają nowe ośrodki, gdzie może w tenisa zagrać każdy, czy to w Rzeszowie u Tomka Lewandowskiego (szkółka Trio), czy we Wrocławiu u Wang Zeng Yi (WandziSport), a także m.in. w Warszawie w Akademii Filipa Szymańskiego. Poza tym są jeszcze kluby, które prowadzą szkolenia młodzieży. Myślę więc, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

 

Mikołajczyk: Masz na swoim koncie Puchar Niemiec zdobyty z zespołem SV Pluederhausen. Uznajesz to za swój największy sukces, czy może bardziej cenisz sobie jakieś inne osiągnięcie?

 

Kosowski: To był dla mnie bardzo udany sezon, gdy zdobywaliśmy Puchar Niemiec i Puchar ETTU. Do tego zanotowałem najlepszy bilans gier w Bundeslidze od czasu mojego wyjazdu do Niemiec (16:7), mając na koncie zwycięstwa z takimi zawodnikami, jak J.O Waldner, D.Ovtcharov, B,Steger, A.Gacina, B.Tokic, M.Freitas, R.Filus, P.Baum, czy L.Blaszczyk. Na pewno mistrzostwo Polski zdobyte w 2006 roku w Zawierciu po finale z Lucjanem Błaszczykiem jest dla mnie szczególne, tak jak i wiele medali drużynowych MP oraz krążki wywalczone w grze deblowej i mieszanej, a było ich naprawdę sporo. Z tego miejsca dziękuję wszystkim moim partnerom deblowym i mikstowym, z którymi udało nam się wspólnie stawać na podium krajowych rozgrywek. Do tego na pewno dochodzą zwycięstwa indywidualne na turniejach międzynarodowych z Dima Ovtcharovem, A.Smirnovem, P,Baumem, J Perssonem, R.Gardosem oraz A.Karakasevicem.

 

Mikołajczyk: Masz za sobą rok gry w barwach TTC Caen. Jak grało Ci się we Francji? Czym różni się tamtejsza liga od naszej ekstraklasy?

 

Kosowski: We Francji grałem w zeszłym sezonie, a obecnie wróciłem do niemieckiej trzeciej ligi. We Francji bardzo dobrze się czułem i chciałbym jeszcze wrócić do tamtejszej ligi. Nie ma znaczących różnic pomiędzy rozgrywkami, może pod kątem terminów spotkań, których w sezonie za granicą już się nie zmienia, a w Polsce różnie to bywa z tym terminarzem. Sądzę, że jest to kwestia wypracowania jakiegoś porządku, dzięki któremu cała liga lepiej funkcjonuje i to ma wpływ na całość, łącznie z zawodnikami. Druga różnica, jaką zauważyłem, dotyczy tego, iż kluby Bundesligi odeszły ze sprowadzania drogich zawodników z Azji. Teraz już praktycznie każdy klub posiada własną bazę treningową i zawodnicy trenują na miejscu, co na pewno wpływa na plus na wydajność zawodnika, bo nie musi latać po całym świecie, żeby dolecieć na ligę, a potem dalej na zawody. Z kolei w Polsce moda na to trwa w najlepsze, ale mam nadzieję, że kiedyś to się skończy i weźmiemy przykład z Bundesligi, bo na dzień dzisiejszy jest to liga, której najbliżej do miana profesjonalnej w Europie.

 

Z Jakubem Kosowskim rozmawiał Maciej Mikołajczyk.

 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku