Gorący news

Nowy sklep www.ustefiego.pl.

www.ustefiego.pl – nowa wersja – zwiastun

<

REPETYTORIUM – Krzysztof Piwowarski pisze

REPETYTORIUM

Zamiast udać się na wakacje, trzeba uzupełnić to, co się nie zmieściło do tej pory. Ten dykcjonarz przeznaczmy generalnie dla wyczynowców intelektualnych, ale nie z poziomu 0-2. Co oznacza poziom 0-2, będzie wiadomo później.

Zapomniana informacja, która przewijała się po gazetach na ich łamach naukowych, otóż dowiedziono, że inteligencja u człekokształtnych pojawiła się ok. 3 mln lat temu i była spowodowana uderzeniem w głowę, które w konsekwencji spowodowało takie przesunięcia w spirali DNA, że pewne geny ustawiły się w łańcuchu życia i dały asumpt do rozwoju inteligentnej części mózgu. Nie wiemy, czy to była samica, czy samiec? Trzeba powiedzieć, że Stanley i Arthur mieli wizję i sugerowali, że zmian dokonał czarny monolit gdzieś na stepach Afryki.

Jednak obok tej sensacyjnej informacji pokazał się dymek, że znany człowiek, gdzieś od 50 lat głupieje, słabiej sobie radzi od urodzonych wcześniej niż w 2. połowie lat 60. Szok, głupiejemy, tylko czy to nie summer news.

Trochę retrospekcji.

Przeczytałem super tajny raport z 2009 roku – o aktualnym stanie systemu szkolenia polskiego związku tenisa stołowego. Parę słów o tym.

Pamiętam, że z autorem raportu prowadziłem w tamtym czasie kilkanaście obfitych dyskusji o stanie polskiego tenisa, o próbie definicji przyczyn, o metodach „leczenia”. Rysowaliśmy różne grafy tej rzeczywistości, i jak byśmy nie pociągnęli linii, zawsze wypadała „pod kreską”.

10 lat tajności to tak naprawdę 10 lat sabotażu w świecie polskiego tenisa stołowego. Raport pokazuje wielką czarną dziurę w szkoleniu, w zarządzaniu, w finansowaniu, w budowaniu przyjaznego otoczenia. Właściwie nie ma się do czego przyczepić, poza tym, że autor promuje integralny tenis stołowy jako jedno z antidotów na zasypanie tej dziury, a wskazywane wzorce sportowej kultury chińskiej jako ideały do osiągnięcia.

Jeżeli krytyczna część opracowania po oszlifowaniu jest do przyjęcia, o tyle wskazywane wzorce są do zakwestionowania, a autor nie potrafi pokazać innych niż chińskie modele.

To tak pobieżnie o treści raportu, jednak najsmutniejsze jest, że od 2009 r. żaden zarząd pzts nie potrafił znaleźć nawet cząstkowego rozwiązania wskazanych w raporcie problemów. Śmiem powiedzieć, że wszystkie zarządy pzts działały na szkodę polskiego tenisa stołowego, zaniechując nawet najprostszych spraw, np. budowanie przyjaznego otoczenia, tworzenie wiarygodnego obrazu organizacji, zamiast tego skonfliktowano się z mediami z internetu*, nie szukano nici porozumienia ze światem sympatyków tego sportu, który i bez pzts doskonale sobie radził, ale nie budowało to pozytywnego obrazu dyscypliny, którą kojarzono jako konfliktową.

Jedynym, który rozumiał, co ten stan rzeczy niesie, był autor raportu i korzystając ze słabizny dyscypliny, chciał rozwijać swój biznes, mając handicap w postaci tajnego raportu. Czy z tego coś mu wyszło, ani tak, ani nie, przez 10 lat nie ma na poziomie seniorskim, młodzieżowym znaczącego sukcesu sportowego, a te osiągane w kategoriach dziecięcych nie przekładają się na najważniejsze, seniorskie.

Najważniejszy sukces, który przyszedł po 10 latach, to zbudowanie wokół swoich idei nimbu doskonałości, co przekłada się na „przyjęcie duchowego przewodnika wszelkich zmian, kreowanych przez pzts”.

I może by na tym zakończyć, ale prawdziwa cnota krytyk się nie boi. Poniższy tekst to krytyczne spojrzenie na modele, kierunki, mody którymi szermują osoby, które chcą w nas wywołać, jak to nazywam, „efekt GURU”, wpadają w sidła najsłabsze jednostki, które potrzebują koniecznie hierarchicznego świata, które nie mają zdolności postrzegania świata inaczej niż oczyma swego GURU.

Coś o integralnym, czyli parę słów prawdy, wg Artura Króla

Hierarchii świadomości jest sporo i niewątpliwie będą powstawały nowe, z prostego powodu – to ideologia, która dobrze się sprzedaje. Dlaczego się dobrze sprzedaje i jakie triki (niekoniecznie celowo) stosują autorzy „udanych” hierarchii, omówimy później. Prawdopodobnie najpopularniejsze hierarchie w Polsce to Spiral Dynamics Greaves’a (często w reinterpretacji Kena Wilbera) oraz 8 poziomów świadomości Leary’ego, choć – jak mówiłem, jest ich więcej. Pierwsza stanowiła oryginalnie rzekomą hierarchię rozwoju społeczeństw, od prymitywnych plemion do współczesnego społeczeństwa, która została zaadaptowana – w ujęciu Wilbera albo Tada Jamesa – do pojedynczych osób. Fakt, że oryginalna hierarchia wcale nie była oparta na jakichś solidnych dowodach, niespecjalnie im przeszkadzał.  Model Leary’ego z kolei stanowi dość dziwną mieszankę idei freudowskiej psychoanalizy (fiksacja analna, oralna itp.) z paranaukowymi fantazjami nt. fizyki kwantowej i nie tylko. Co istotne, dostępne są też nieduchowościowe odmiany tego samego systemu – przykładem jest choćby komuna stworzona przez pisarkę Ayn Rand, gdzie mowa była o osobistym poziomie realizacji ideałów obiektywizmu (i gdzie w praktyce doszło do głębokiego wypaczenia tych ideałów).

Dlaczego ludzie tworzą takie hierarchie? Dlaczego te hierarchie świetnie się sprzedają?

Najkrótsza i najbardziej podstawowa odpowiedź jest taka: ponieważ jesteśmy istotami hierarchicznymi. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w każdym aspekcie naszego życia funkcjonują mniej lub bardziej oficjalne hierarchie. Co więcej, znajomość takich hierarchii daje nam poczucie bezpieczeństwa, świadomość tego, jak możemy się wobec kogo zachowywać.

Nic więc dziwnego, że przenosimy tę bardzo pierwotną i ewolucyjnie wykształconą skłonność również na takie obszary, w których naprawdę nie powinna ona działać – na rozwój osobisty i duchowy. Po prostu chcemy wiedzieć, kto jest najwyżej w tej hierarchii, kto jest „najwyższym wysokim mistrzem”, od kogo mamy się uczyć, a kogo już możemy pouczać.

Że to nie ma nic wspólnego z faktycznym rozwojem duchowym? Ano nie ma, ale spełnia inne potrzeby.

A jak musi wyglądać hierarchia, by naprawdę dobrze spełniała te potrzeby i miała szanse się sprzedać?

Cóż, po kolei:

  1. Fajna nazwa (np. Qwantowo-Pozytronowo-Holograficzna Hierarchia Ukrytej Świadomości Świata). Dobra nazwa przydaje się w sprzedaży danej hierarchii – ot, podstawy marketingu.
  2. Najniższe poziomy, z którymi nikt się nie będzie identyfikował – a przynajmniej nikt z grupy docelowej produktu. Jednocześnie powinny być na tyle stereotypowe, by łatwo je było dostrzec. Wiecie. Prymitywne plemiona. Albo dresiarze. Coś takiego, z czym inteligentny, postrzegający siebie jako duchowo rozwiniętego odbiorca na pewno się nie utożsamia. Coś, z czym w zasadzie każdy się zgodzi – bo kto by dyskutował, że „czerwony”, pełny agresji dresiarz jest mniej rozwinięty niż dbający o ekologię student?

Cóż, np. ja bym dyskutował, choćby wskazując na to, że ten pełen agresji dresiarz może być JEDNOCZEŚNIE dbającym o ekologię, piątkowym studentem 😉 Ale ja jestem dziwny, a takie wskazania zawsze można pozornie obalić w debacie publicznej jakimś ad personam w stylu „Ty się na siłę z niczym nie zgadzasz”. Jest to po prostu jeden z wzorców przekonywania, które trafnie opisał George Polya: jeśli teoria postuluje dwie rzeczy, X i Y, a okazuje się, że X jest prawdziwe, ludzie łatwiej uznają, że Y też jest prawdziwe.

  1. Stereotyp dla utrwalenia. Nieco wyższy poziom hierarchii należy przypisać komuś równie stereotypowemu, co znów pozwoli na potwierdzenie wiarygodności hierarchii. W końcu „wszyscy” znają tego typu osoby, prawda? A skoro jeden element hierarchii można odnieść do rzeczywistości, to znaczy, że cała reszta również musi być trafna.
  2. Stereotyp dla statusu. Kolejnym punktem, które musi zawierać dobra hierarchia jest przynajmniej jeden poziom dla ludzi, którym odbiorca hierarchii zazdrości lub przez których jest irytowany. Bardzo wiele hierarchii stawia w tym miejscu – całkiem słusznie, z marketingowego punktu widzenia – ludzi myślących sceptycznie i racjonalnie. To idealne rozwiązanie – typowy odbiorca hierarchii, zainteresowany rozwojem świadomości zdążył się przynajmniej parę razy zirytować na sceptyków podważających jego ulubioną teorię bez pokrycia. Wtedy wkurzało go, że nie ma co im odpowiedzieć. Teraz może stwierdzić „ah, są po prostu niżej rozwinięci i dlatego tego nie widzą” – ładny, czysty ad personam, pozwalający na uniknięcie weryfikacji swoich poglądów. A nawet lepiej – wcześniej taki odbiorca hierarchii mógł się poczuć kiepsko, gdyż jeśli ktoś wykazywał mu błędy w myśleniu, to obniżało jego status. Ale teraz to on może użyć hierarchii do obniżenia statusu wykazujących. Jak tu jej nie pokochać?

Co najlepsze – takim zagraniem można również zaszczepić hierarchię na wszelką krytykę – po prostu wszyscy krytycy będą z automatu przypisywani do tego niższego poziomu.

Oczywiście, sceptycy nie są jedyną grupą, którą można tu przypisać. Jeśli np. twórca hierarchii preferuje posiadanie wielu partnerek, może na tym poziomie wpisać „ludzi zbyt pochłoniętych społecznym tabu nt. seksualności”. I voila! Wszelka krytyka jest już łatwa do „obalenia” przez powiązanie jej z brakiem świadomości.

  1. Powrót stereotypu dla statusu – zbywanie krytyków bywa często łączone z dodatkowym rozwiązaniem. Bo na pewno są jakieś osoby, które odbiorca hierarchii ceni, a które hierarchii nie zaakceptują. Co zrobić z tym fantem? To proste – wystarczy stworzyć dodatkowy poziom, do którego będzie można przypisać takie osoby, z jednoczesnym, delikatnym podkreśleniem, że akceptujący hierarchię są jednak nieco wyżej. Tym samym budujemy status „wiernym”, a jednocześnie nie zrażamy ich przez odrzucenie ich autorytetów.
  2. Jesteś z nami = jesteś rozwinięty. Mistrzowskie zagranie w zasadzie każdej skutecznej hierarchii. Proste, krótkie stwierdzenie pt. „ludzie akceptujący hierarchię są bardziej rozwinięci duchowo niż ludzie jej nieakceptujący”. Banalne, a jakże skuteczne! Wszelką krytykę można – ponownie – zbyć brakiem rozwoju danej osoby. Wszelką krytykę zachowań osób przedstawianych jako rozwinięte – ponownie, brakiem dostrzeżenia pełnego obrazu przez krytykującego. Po prostu perełka.

No i oczywiście każdy chce wierzyć w hierarchię i sam się do niej przekonuje – bo to przecież oznaka rozwoju.

  1. Rzućmy kości i patrzmy, jak się tłuką. Sprawna hierarchia nie może mieć jednak tylko jednego poziomu „rozwinięcia”. Musi być dla nich coś więcej, coś co działa na ambicję, szansa na zostnie uznanym za „pierwszego pośród równych” i bardziej rozwiniętego. Oczywiście wszystko pod okiem najbardziej rozwiniętych, którzy odpowiednio obdarzają poszczególne stronnictwa uwagą, tym samym koncentrując ich wysiłki.
  2. Tabletkę dla psa wsadź w kawałek kiełbasy… Czyli należy podawać hierarchię tak, by rozwój na niej zdawał się wpisywać w wartości, jakie jej grupa docelowa chciałaby u siebie widzieć. Nie jakie faktycznie ma, ale jakie chciałaby mieć. To uczyni akceptację całości łatwiejszą.
  3. Szefowi nie podskoczy nikt. Wisienką na torcie jest oczywiście odpowiednie ustawienie najwyższych poziomów hierarchii tak, by jej twórca był albo na samym szczycie, albo (co broni przed zarzutami o arogancję), postawił siebie odrobinę niżej, ale tak poziom najwyższy był niedostępny inaczej, niż tylko przez niego. To zabezpieczona przed ewentualnymi wyzwaniami dla jego władzy i zapewnia nieodwołalność jego osądów.

Jak widać z powyższego, wszelkie hierarchie świadomości to, de facto, po prostu sekty w pigułce, jednocześnie świetnie dopasowane do oczekiwań swojej grupy docelowej. Dlatego właśnie ważna jest edukacja i obalanie takich hierarchii, uświadamianie, że to po prostu fajnie brzmiące fantazje.

No dobra, a jak w takim razie  wygląda moja hierarchia duchowości i rozwoju osobistego? Skoro takie są do niczego, to jaka jest moja, trafna?

Ehh, jeśli ktoś zadaje to pytanie, to znaczy, że nie przekazałem mojej intencji wystarczająco jasno.

Nie ma żadnej hierarchii „rozwoju duchowego”. Nie może być. Nie marnuj czasu na jej szukanie, bo nie ma to sensu, choćby dlatego, że zupełnie co innego będzie przejawem rozwoju u 15-letniego Polaka, a co innego u 80-letniego Chińczyka. Ba! U tego samego 15-letniego Polaka co innego będzie przejawem rozwoju na imprezie z kumplami, a co innego w domu z rodzicami. Jakiekolwiek próby tworzenia takich hierarchii są jedynie próbą zaspokojenia potrzeby „odhaczenia” poznawczego kwestii rozwojowych – a to przejaw lenistwa, a nie rozwoju.

Więc daj sobie spokój. A jeśli przeszkadza Ci niepewność, jaka z tym się wiąże – super, masz przynajmniej od razu z czym pracować.

Na koniec, bez opisania filozoficznego tenisa stołowego te wszelkie pseudo ideologie treningowe nieoparte na przekonującym opisie tej dyscypliny sportowej to tylko zaśmiecanie głowy. Tenis stołowy to wielowarstwowa dyscyplina sportowa, którą poznaje się coraz lepiej wraz własnym rozwojem mentalnym, fizycznym, z opanowaniem lepszej techniki. Tworzenie legendy, że szkolenie w tym sporcie trzeba zaczynać jak najwcześniej, już z 4-5 latkami, jest świadomym fałszem i nieprawdą, a pokazywanie dzieciątek machających paletką, mające przekonać do tej hipotezy jest zwykłą manipulacją.

Na koniec pytanie na które musimy otrzymać odpowiedź, środowisko trenerskie, działaczy wysyłało wielokrotnie do zarządu pzts sygnały o konieczności przeprowadzenia istotnych zmian, w tym i szkoleniowych, wszystkie zarządy olewały te sygnały, wnioski, prośby, dlaczego, kto to utrącał, KTO?!

Mamy czas wakacji i czas na bezmyślne szukanie swego „guru, gurki”.

„Chciałbym znów zobaczyć moją wakacyjną miłość z 2006
chciałbym spojrzeć Ci w oczy na plaży pijąc wino
i powiedzieć: skarbie, jak ja kocham Cię” – Gang Albani

„Zabierałeś dla mnie promyk słońca
I wplatałeś go we włosy me
Wiatr rozplątał je, mnie tuląc w tańcu,
Kiedy byłeś blisko mnie
Wakacyjna miłość,
Wakacyjna miłość,
Taka krótka i szalona” – Justyna i Piotrek.

Krzysztof Piwowarski

* – wytłuszczenie od redakcji

Komentarz do czerwonego zdania w tekście:

Żaden z zarządów, żaden z prezesów nigdy nie dążył nie dąży i pewnie nie będzie dążył do współpracy z portalami tematycznymi w Polsce. Jesteśmy traktowani jako wróg publiczny nr.1, bo ośmielamy się pisać prawdę i promujemy wolnośc słowa i dyskusji o stanie polskiego tenisa stołowego.

Zbyszek Stefański

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

Rafał / 29.06.2018

Opisuje Pan hierarchiczny świat i teorie. Problem tkwi w tym, że tam nie ma hierarchii. Nikt nie nasuwa stereotypów. Właśnie trzeba patrzeć szerzej tzn. poziomy się przenikają czerwony dresiarz może pójść na studia. Niebieski biurokrata, może dobrze się czuć w pomarańczowej korporacji. Nawet wybitny profesor może gdzieś w podświadomości odnaleźć czerwony instynkt zabójcy. Wykazał się Pan nie znajomością teorii, którą chciał Pan tak zdyskredytować. Chciałbym zaznaczyć Pana niezrozumienie intencji Integralnego Tenisa Stołowego. To nie jest jedyny program na świecie, w Europie może i w Polsce. Twórca programu i nie tylko, bo jeszcze jego uczestnicy szukają innych drug. Analizują je, testują i starają się coś stworzyć – to chyba jest rozwój nie uważa Pan? Na tym polega „integralny” system, że łączy w całość wszystkie dostępne informacje (człowiek uczy się całe życie).
Nikt nie zamierza wprowadzać w Polsce „kultury chińskiej”. Wręcz odwrotnie bicie bambusowym kijkiem nie zdaje efektu, a tr

Rafał / 29.06.2018

rener mógłby wylądować w więzieniu. Europejska kultura niesie ze sobą inne wartości np. kreatywność, wolność. To daje nam pewną przewagę ale musimy zrozumieć, że wiedza jaką posiadają w tym momencie Azjaci jest niezbędna do rozwoju. Programy szkolenia, które tam powstają cały czas się zmieniają dostosowują do zmieniających się warunków (przepisów, sprzętu) w tenisie stołowym.
Jeżeli napisał Pan program z chęcią go przeczytam. Moglibyśmy porozmawiać jak go wprowadzić w życie. Nie znam Pana nie mieliśmy okazji się spotkać, ale nie rozumiem dlaczego krytykuje Pan innych za komputera. Moja natura jest inna wolę działać – pracować na hali sportowej z zawodnikami. Zobaczyć w praktyce niektóre rozwiązania. Pan również mógłby działać zza komputera w bardziej kreatywny sposób. Chciałbym dojrzeć jakiś większy cel z Pana wypowiedzi. Jakąś receptę na uzdrowienie Polskiego Tenisa Stołowego. Nie widzę programu, nie widzę działania, widzę krytykę. Niestety odbieram Pana działanie jako demagogię.

'k.p' / 1.07.2018

Szanowny panie Rafale, dziękuję, że pan dostrzegł mój felietonik, ba nawet do niego się odniósł, i za to jeszcze raz dzięki.
Panie Rafale, ja nie jestem krytykiem integralnego tenisa stołowego, gdzież mi tam do takiego poziomu jaki prezentuje integralny tenis stołowy, którego twórcą i promotorem jest skąd inąd znana nam obydwu osoba.
Przeczytał pan nieuważnie tekst REPETYTORIUM, ten tekst to oskarżenie wszystkich zarządów od 2009 r, które sabotowały polski tenis stołowy, a szczególnie rozwój jego myśli szkoleniowej, blokowały komunikację medialną, utrudniały wiedzę o organizacji, czy zamknięcie się przed środowiskiem. Obecnemu zarządowi nie są obce te negatywne zachowania.
Panie Rafale ja staram się skomentować ogólny integralny świat, pan ten komentarz przypisuje do świata integralnego tenisa stołowego, ale to już pańska sprawa, nie moja.
Sport się zmienia, do nie dawną dyscypliny które znaliśmy jako statyczne, ulegają przeobrażeniom. Mundial 2018, jak na razie wygrywają …….

'k.p' / 1.07.2018

i niosą pozytywne przesłanie te drużyny, które są szybkie, dokładne, z fantazją. Podobnie jest z tenisem stołowym, który w wyniku zmian, technicznych, regulaminowych, uległ przeobrażeniom, których my nie dostrzegliśmy w swym konserwatyzmie, w przeciwieństwie Chińczyków, którzy nie bali się zmian. Problem nie tylko polskie, ale i europejskiego jest brak przebojowości myśli trenerskiej, konserwatyzm i trzymanie się zaszłości, Europa nie jest kreatywna!!!
Panie Rafale, komputer został narzędziem kreacji, szczególnie gdy działacze są zapatrzeni tylko w jedno okno, zresztą ślepe.
Reszty pana wątpliwości i sugestii nie jest zrozumiała, szczególnie te które mówią o sali sportowej, gdyż poza nielicznymi przypadkami, nie znam pozytywnych dokonań trenerskich, ale ci trenerzy nie mają na imię Rafał.
Na zakończenie, panie Rafale nie tylko sala trenerska podnosi poziom sportowy, zaczyna się on od świetnie zorganizowanej rywalizacji, bo bez niej nie ma wyniku sportowego, ….

'k.p' / 1.07.2018

co najwyżej spotkanie towarzyskie, a nasza rywalizacji kreowana przez związek nosi właśnie takie cechy, towarzyskiej rywalizacji.
Jeszcze jedno, w sprawie więzienia, nasza dyscyplina przoduje narażeniu młodych zawodników i zawodniczek, na kontakt z osobami które powinne być zdala od tych maluczkich, a jednak zdarza się to coraz częściej że takie osoby sie trafiają.

a.przybylski / 1.07.2018

Trener Jerzy Grycan to przebrzmiała legenda, która zgasła ponad 20 lat temu. Od tego czasu nie dochował się żadnego znaczącego się zawodnika, zawodniczki. Mami wszystkich tym, że zaimał trochę chińskiego, i z tego robi wielkie hola. Trener ten odnalazł się w świecie ideologi i filozofi integralnej, którą zadżumił co niektórych znaczących działaczy, dzięki czemu stał się znaczącym ideologiem w polskim związku tenisa stołowego.
Parę dziwnych zachowań PZTS ugruntowało pozycję tego człowieka, i stał się jednym i jedynym sternikiem pzts.
To wszystko co wydarzyło się w ostatnich dwóch latach na linii Grycan – PZTS wymaga powołania specjalnej komisji, gdyż nosi znamiona większe niż Waldowski – Aga Sport.

RafałBis / 6.07.2018

Pan Jerzy Grycan nie jest zadżumiony, prawdopodobnie kieruje nim czysty pragmatyzm i znalazł niszę z której ma źródło dochodu by żyć. Wydaje się, że działa na pograniczu nieosiągalnego absolutu prawie jak parapsychologia. Tacy ludzie funkcjonują z powodzeniem obok medycyny stosowanej, czarują, farmazony stosują. Finalnie na stoły operacyjne trafiają ludzi z rakiem w 4 agonalnym stadium. W tenisie stołowym jest tak samo. Na ratunek potem jest za późno. Nieprawidłowa technika gry i nie masz szans na osiągnięcie znaczącego poziomu. Najlepsi specjaliści leczą obecnie w Chinach, Rumunii. W Polsce jak widać głęboka prowincja i zapadły kąt. Pustosłowia? Trener Kadry Kobiet i wyniki od początku jego pracy z kobietami wykluczając Xu Jie i Li Qian. Czekam na podsumowanie przez Pana Krzysztofa. Trener Kadry Mężczyzn i wyniki od początku jego pracy z mężczyznami – poproszę również o analizę występów wykluczając Wang Zeng Yi.

"k.p" / 7.07.2018

Panie RafaleBis, no cóż, trudno nie zgodzić się, jednak przypadek cudotwórstwa FUN jest trudny do określenia, bo on jest na razie tylko w obszarze werbalnej, ale nie wykonanej. Ta oferta ma wiele wspólnego z Kaszpirowskim choć może bliżej jest do Zbyszka Nowaka, jednakże nie kwestionuje, że są ręce, które leczą, bo są sprawy które potwierdzają taką możliwość. Tylko czy można to zastosować do polskiego tenisa stołowego?
Panie RafaleBis ja wyznaje pogląd, że to nie wina tych trenerów, ale przede wszystkim działaczy, którzy którzy skroili tak rywalizację indywidualna i klubową, że nie warto się wysilać, bo czy się trenuje, czy stoi, do kadry się należy, i profity zgarnia. Tą tezę rozwijałem wcześniej więc powstrzymam się i nie rozwijam teraz.
PZTS (w skrócie) minimalizuje sukces, więc uczestnicy minimalizują koszty osiągnięcia tego sukcesu.

"k.p" / 7.07.2018

Shoah polskiego tenisa stołowego odbywa się od ponad 20 lat za przyzwoleniem klubów, zawodników, tzw. działaczy, którzy dla potrzeb swoich partykularnych interesików godzą się na jego niszczenie. Gdy pan spojrzy na strukturę klubową zobaczy, pan, że ponad 70% (?) klubów to kluby wielosekcyjne, gdzie tenis stołowy to 3 lub 4 sekcja, lub to UKS gdzie interes rozwoju dyscypliny zależy od pasjonatów typu rodzice. Czy w takim układzie można rozwijać dyscyplinę wyczynową. To też wymaga oddzielnego opisania. Długo by rozwijać, czy trener kadry powinien odpowiadać za trenera klubowego?!
W lipcu ukaże się: ADHD – właściwy trening, sukces zawodnika i trenera.

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku