| Rozmowa z trenerem Nęckiem i Li Qian |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| wtorek, 31 marca 2009 12:09 | |||
Tak się składa, że w krótkim czasie na naszej stronie ukazuje się ponownie wywiad z Li Qian. Jest to okazja by lepiej poznać tę znakomitą zawodniczkę i jej trenera.![]() fot. Andrzej NowakPodczas German Open w Bremie miałem okazję z obojgiem porozmawiać. O początkach: Li Qian: w pingponga zaczęłam grać mając 6 lat. Tenis stołowy w mojej rodzinie uprawiają wszyscy jej członkowie. Ja robię do tej pory to co lubię – gram w tenisa stołowego. Zbyszek Nęcek: Li Qian wypatrzyłem podczas jednej z moich wypraw do Chin. Miała w sobie to coś, choć nigdy nie przypuszczałem, że zajdziemy tak daleko. Ja po prostu szukałem kolejnej zawodniczki do mojej drużyny, a jak wiesz przez te wszystkie lata sporo zawodniczek spoza naszego kraju przewinęło się przez moje ręce. Od początku miałem poparcie rodziców Li Qian, którzy do tej pory wspierają moje poczynania. O grze: Li Qian: mam niewygodny dla wielu styl gry, bo na bekhendzie gram półdługimi czopami, którymi można zarówno bronić jak i skutecznie atakować. Do tego w obronie dzięki takim czopom można łatwiej zmieniać rotację. Choć dolna rotacja nie jest tak silna jak w przypadku długich czopów to jednak kombinacją pusta – cięta przy moich czopach można więcej osiągnąć. Z.N: staramy się ciągle uczyć czegoś nowego. Li Qian bardzo łatwo i szybko przyswaja sobie nowe rzeczy. Ostatnio dużo ćwiczymy nowe układy serwisowe. Przyznam też, że jesteśmy bardzo zadowoleni z postępów Li Qian w ataku. To była do niedawna jej pięta achillesowa. Szczególnie było to widoczne w grze przeciwko zawodniczkom grającym podobnie jak Li Qian stylem obronnym. Zbyszek Stefański: no właśnie Li Qian chyba trochę niespodziewanie przegrała z Kostrominą na IO w Pekinie? Z.N: ona się tam jeszcze uczyła nowych rzeczy, zaczęła dopiero to wszystko wprowadzać w życie, nie wszystko z powodzeniem. Poza tym Kostromina naprawdę zagrała wspaniałe spotkanie. Jednak dzisiaj widać już chyba wyraźnie, że Li Qian znacznie poprawiła atak i umiejętność gry przeciwko defensywie. Można tak sądzić po wynikach, bo Li Qian ograła kilka dobrych defensorek. O tworzeniu historii: Z.N: nie mam takiego poczucia. Staram się koncentrować na swojej pracy i otoczeniu maksymalną opieką Li Qian w układzie klubowym i reprezentacyjnym. Nigdy nie myślałem, że możemy zajść tak daleko. Dla mnie jako trenera i Li Qian to wspaniała przygoda, ciągle odkrywamy coś nowego, ciągle się uczymy. Musimy pamiętać, że aktualna mistrzyni Polski wyszła z pewnej grupy treningowej i ma sporo do zawdzięczenia swoim koleżankom klubowym. Jeżdżą z nią na prawie wszystkie ważne zawody zawodniczki klubowe jako sparingpartnerki, zawodniczki do rozgrzewki. Chyba nie muszę ci tłumaczyć ile sił i energii kosztuje dobre rozgrzanie defensorki przed grą. Ona to ma. L.Q: ja po prostu gram, a o wszystkim innym myśli trener. Mam do niego pełne zaufanie. O pieniądzach: Prawie cały okres pobytu Li Qian w Polsce sfinansowali sponsorzy i klub. Choć muszę przyznać, że po otrzymaniu obywatelstwa polskiego przez Li Qian PZTS coraz czynniej zaczął wspierać koszty szkolenia mojej zawodniczki. Szczególnie było to widać przed IO w Pekinie. O zakusach innych klubów: Z.N: Oczywiście, że są propozycje z innych klubów. Niektóre są kosmiczne (śmiech). A tak na poważnie mamy umowę, że Li Qian do IO w Londynie będzie pod moją opieką. Te 4 lata to będzie czas ciągłej nauki i zdobywania nowych doświadczeń. Za 4 lata Li Qian będzie miała 26 lat, wtedy wspólnie usiądziemy do stołu i wspólnie zastanowimy się co robić dalej. Rodzice i Li Qian wspólnie popierają ten pomysł,. ale mam nadzieję, że to nie będą nasze ostatnie wspólne Igrzyska Olimpijskie (śmiech), są przecież następne w 2016, 2020, 2024 i następne, następne... O Natalii Partyce: Z.N: To bardzo utalentowana dziewczyna, a do tego bardzo ambitna i chcąca się rozwijać. Na meczu ligowym z nami Natalia bardzo chciała powalczyć z Li Qian i zagrała mimo porażki niezły mecz. Po tym spotkaniu przeanalizowaliśmy całe spotkanie na spokojnie na wideo w kontekście zbliżających się wtedy MP. Efekty było widać w meczu półfinałowym. Natalia miała 2 lata temu propozycję grania w Tarnobrzegu i wspólnych zajęć treningowych, obozów z Li Qian i innymi moimi dziewczynami. Jednak odmówiła, mimo tego, że mogła na co dzień trenować w Gdańsku pod okiem swoich ulubionych trenerów. Sam wiem jak jest to ważne, kiedy zawodniczka trenuje i żyje tam, gdzie czuje się bezpiecznie. Poza tym szanuję i doceniam pracę Michała Dziubańskiego i jego współpracowników w Gdańsku. O wierze w sukces: L.Q: Ja chyba jeszcze do końca nie wierzę, że mogę wygrać z najlepszymi zawodniczkami na świecie. Z.N: Robimy wszystko, by tak się stało. Li Qian ma jeszcze duże rezerwy. Jesteśmy już tak daleko, chcemy iść dalej. Wierzę w to, że Li Qian może być w ścisłej czołówce światowej i wygrywać z najlepszymi. O pobycie w Polsce i Polakach: L.Q: Jesteście bardzo miłym i przyjaznym narodem. Lubię was! Poza jednym nieprzyjemnym incydentem (zresztą bardzo szybko wyjaśnionym) nie spotkałam się z negatywnymi reakcjami w stosunku do mnie. Wręcz przeciwnie, na co dzień w banku, sklepie, na ulicy spotykam się z oznakami życzliwości. O kadrze: Z.N: Jak widzisz ja jestem opiekunem ekipy na tych zawodach. Po rozmowach z nowym prezesem Andrzejem Kawą i prezesem ds.sportowych Tadeuszem Szydłowskim zgodziłem się poprowadzić reprezentację Polski w czasie German Open. Zdaję sobie sprawę z dwuznaczności sytuacji, ponieważ powszechnie wiadomo, że trenerem reprezentacji kobiet jest Leszek Kucharski. Jednak będąc trenerem Li Qian z jednej strony, a z drugiej strony zdając sobie sprawę z przejściowej sytuacji w związku, zdecydowałem się pomóc. Z tego samego powodu poprowadzę ekipę w Yokohamie na MŚ. Nie oznacza to jednak żadnych zmian personalnych. Te zostawiam (jeśliby takie miały nastąpić) powołanym do tego osobom. Kilkanaście lat temu chciałem stworzyć centralny ośrodek tenisa stołowego w Tarnobrzegu. Z niezrozumiałych dla mnie względów nie udało się tego dokonać mimo pozytywnej opinii przedstawicieli ówczesnych władz polskiego sportu i stworzenia w Tarnobrzegu wymarzonych do trenowania warunków. Od tamtego czasu postanowiłem pójść drogą klubową i szukania środków finansowych u sponsorów i w mieście. Dzisiaj znowu wspieram kadrę i związek mając jednak poczucie pewnej niezależności.
|









