Gorący news

Nowy sklep www.ustefiego.pl już do Państwa dyspozycji!

Nowy sklep

<

Wina Chińczyka

Wina Chińczyka!?

(zawsze od ponad 50 lat byłem fanem pingponga, tenisa stołowego, przez te lata nauczyłem się odróżniać farbowanych wielbicieli, od tych naturszczyków, i dla tego zależy mi na uczciwości, transparentności, co czyni mnie Mohikaninem tenisa stołowego, i mam nadzieję, że uda się ocalić dyscyplinę od fałszywych przyjaciół)

Przebieg komisji sejmowej w dniu Mikołaja z udziałem przedstawicieli PZTS przypomina mi wystąpienia pewnych polityków, którzy przez ostatnie dwa lata krzyczeli: to wina Donalda.

Chińczycy nie są bez winy, to prawda, zbudowali kolej przez terytorium USA, podobnież wynaleźli czarny proszek długo przed Szwedami, zbudowali najdłuższy mur graniczny, zgarnęli Hong Kong, a te inne Chiny mają najlepszą whisky roku 2016 i 2017, carramba, i ich tyle, że wszyscy Polacy nie są ich w stanie zliczyć na swoich palcach u rąk i nóg. I są najlepsi w pingponga, i tenisa stołowego, i zaklinają, że są twórcami tej dyscypliny, a nie jacyś Angole.

I jak tu nie zwalić winy na Chińczyka, podkłada się na całej linii.

W polskim tenisie stołowym jest historia trudniejsza, bo nie ma na kogo zwalić, winni są wszyscy siedzący przy tzw. korycie. Ekipa naprzeciw posłów z sejmowej Komisji ds. Sportu pluła na Chińczyków, tak jej się wydawało, ale znający problem wiedzą, że twarze tych Chińczyków noszą rysy szefa szkolenia PZTS, członków zarządu PZTS z ostatnich paru lat.

Ostatnimi, którzy coś jeszcze tam robili, na ile im pozwalano, byli Marek Rzemek – gdy odszedł, nawet nie zdążył wyłączyć światła, po prostu wyrwano lampę –  a także śp. Andrzej Kawa, który rozumiał potrzebę posiadania wysokokwalifikowanej kadry szkoleniowej i udało mu się ideę uruchomić, tylko, że skorzystało z niego niewielu, a następni prezesi PZTS nie pociągnęli tematu. I w ten sposób ostatni wysokokwalifikowani, wykształceni trenerzy tenisa stołowego otrzymali ministerialne dyplomy w 2011 r.

Oczywiście trzeba pamiętać o Wyższej Szkole Trenerów Sportu, dziecku śp. Jerzego Dachowskiego i Jurka Grycana, tylko od kilku lat cicho o abiturientach tej uczelni o specjalizacji tenis stołowy.

Polski tenis stołowy przeżywa wielki kryzys, ale nie jest to wina tenisa stołowego czy Chińczyków, ale nasza własna, bo miast myśleć o przyszłości, zajmowano się przyziemnością. Ważne było, by się nachapać, bo dla Radka kasa się liczyła, by nie wspomnieć o innych bólach, jakie władze miały.

Słowa, uwagi, że dzieje się źle, były traktowane jako bezpodstawna krytyka, tłumiona metodami, których nie powstydziłby się PRL.

Mamy takie czasy, jakich wybraliśmy sobie przywódców, to oni nakręcają zegar niemocy.

Kierowanie związkiem, który nie wiadomo, czego chce ani jak to osiągnąć, jest trudniejsze niż żegluga w trakcie sztormu, w gęstej mgle, wśród lodowych gór. Na pokładzie i w kokpicie miota się rzesza nawigatorów i każdy z nich kręci w swoją stronę, a okręt polski tenis stołowy jak idzie na kurs kolizyjny, tak idzie.

Bohaterowie dobrze zdiagnozowali pierwszą dziurę, którą jest kadra szkoleniowa, tylko to nie było trudne, gdy czyta się trochę tekstów na time-out.pl czy na innych forach. Jednak by poznać prawdziwy stan krajowego ts i go zrozumieć, trzeba coś więcej niż rozgryźć Chińczyka. Tego jeszcze działacze nie zrozumieli, może około 2034 roku pojmą, że nie zrozumieli.

Wyobraźnia!

Gdy czytam o utworzeniu 640 ośrodków szkolenia, to jakbym wrócił pamięcią do 1000 szkół na 1000 lecie. Wtedy chwyciło, a czy teraz chwyci!?. Kto sfinansuje, kto to utrzyma, czy pomyślano o tym i zbadano, jakie jest wsparcie, dotacje na tenis stołowy w gminach, miastach? Myślę, że nie martwiono się tym. Jakoś to będzie, Polak potrafi – pamiętamy? Pamiętamy!

Gdy pan Prezes Jagiełowicz z taką swobodą i mocą mówi o planach, aż pierś rośnie i rwie się do okrzyku: PZTS, PZTS, PZTS!. Ale te plany nie są skonfrontowane nawet z prostą analizą SWOT, biznesplanem, projekcją demograficzną czy mapą edukacyjną, by z całym przekonaniem mówić „ten projekt wypali”. Ja mówię: nie wypali, szczególnie Wam nie wypali, bo nie macie armat (mimo tego, że w zbrojowni coś by się znalazło).

Dla kogo te ośrodki szkoleniowe, dla weteranów, bo dzieciaków coraz mniej.

Nie wiem, po co to spotkanie było. By podawać landrynkę zamiast lukrecji? Czy coś z tego pozytywnego wyjdzie dla tenisa stołowego? Wątpię tym bardziej, że w tle czai się dynamicznie rozwijany @sport.

Zaniedbania ze strony PZTS, które pozostawiły kluby same sobie w zakresie naboru, niby logiczne, tylko, że to PZTS ma dać marchewkę, która przyciągnie młodzież do tej dyscypliny, nie daje nic, i nie umie dać, a co ma zaoferować klub, poza ciężkim treningiem, jak zachęcić opiekunów do tego sportu.

Polski tenis stołowy potrzebuje nie tylko zmian w szkoleniu, ale też organizacyjnych, bo trzeba wiedzieć, po co się szkoli.

Polski zawodnik musi znać swoją ścieżkę kariery i mieć pewność, że gdy osiągnie umiejętności, to może liczyć na uścisk prezesa albo na dobrą kasę klubową, albo przyjedzie ktoś zza Odry i zaproponuje mu karierę nad Renem.

Na razie polski zawodnik nie wie nic, a PZTS nawet nie potrafi zareklamować Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich, tylko tajniaczy się z tymi możliwościami.

2018 rok: 80 ośrodków szkoleniowych, za co, za ile, kto, gdzie, i dla kogo – prawdziwy EURO JOKER.

Bańka.

Słyszę głosy, że to fajnie, że cokolwiek się pokazało. Tylko to wszystko budowane na  bańce mydlanej i nie wiadomo czemu ma służyć.

Słyszę różne głosy, że fajnie, że cokolwiek się pokazało, tylko to wszystko budowane na bańce mydlanej, i nie wiadomo, czemu ma to służyć.

Jeżeli nie wiadomo, czemu, to wiadomo, chodzi o kasę. PZTS spieprzył sprawę podstawy programowej dla szkoleń instruktorskich i sam się będzie leczył, a głównym lekarzem będzie człowiek, który będąc za to odpowiedzialnym przez X lat, w tej sprawie nic nie zrobił.

Koszula bliższa ciału, teraz ludzie związani z tzw. ośrodkami szkoleniowymi będą liderować przemianom w polskim tenisie stołowym, nie mam nic przeciw tym ośrodkom, ale ich gwiazdy liderowania dawno zgasła, i nic nie poradzą tu nawet najlepsi byli.

Polski tenis stołowy potrzebuje zmian mentalnych, zrozumienia, że zamiast gonić mitycznego chińczyka, trzeba dogonić Rosjanina, Francuza, Szweda, czy Niemca. Zdobywajmy naszą piaskownicę, i gdy ją zdobędziemy walczmy z inną.

Grajmy w WARIATA.

Z tego, co słychać, był to rodzaj samowolki, bez konsultacji środowiskowej, to była wizja Prezesa, jeszcze przed posiedzeniem zarządu, na którym odwołano MP, a stało się to wbrew woli Prezesa.

Narodowa Strategia Rozwoju Tenisa Stołowego w Polsce – kto ją tworzy, czy tylko dobrzy ludzie Prezesa, czy może szeroko rozumiana społeczność piłeczkowa? Panie Prezesie, najpierw trzeba zlikwidować wewnętrznych hamulcowych, razem z własnymi hamulcami, by cokolwiek tworzyć!!

Na zakończenie: czytając Kodeks dobrego zarządzania dla polskich związków sportowych Ministerstwa Sportu i Turystyki, widzę słabe szanse, by cokolwiek ugrać z zewnątrz. Trzeba się uporządkować wewnętrznie, pozbyć złogów i chwastów, i dopiero ogłosić tak potrzebną strategię, bo bez niej przegramy ze wszystkimi (i nie tylko my).

Pozdrawiam, nie mogąc się doczekać na strategię PZTS, ogłoszę niedługo swoją!!!!

Krzysztof Piwowarski

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

Strzał w 10 / 31.01.2018

Nic lepszego nigdy nie przeczytałem.Diagnoza postawiona wzorowo.Ciekawe czy NFZ(czytaj PZTS) potrafi tą chorobę wyleczyć.Ja też uważam ,że nie ale pożyjemy …zobaczymy.Do roku 2034 w sumie już nie dużo zostało.
Panie Krzysiu a w naszym temacie i tak myślę ,że rotacja wyprze półwolej.Pozdrawiam doświadczony zawodnik:)

a.przybylski / 1.02.2018

Panie Krzysztofie:
1. chodzi o kasę, dużą kasę dla dwóch prezesów, 2 mln rocznie, ładnie prawda
2. jest podejrzenie, że zeszłoroczne wywalenie TW RADKA to zamysł na większy przekręt
3. Szumi mimo obowiązku zwołania Walnego Wyborczego zwleka do chwili gdy załatwi ośrodek szkoleniowy dla Bogorii i Drzonkowa
4. ten program Narodowy nie uzyskał akceptacji zarządu PZTS i jest przeciskany wbrew innym
5. kto stoi jeszcze za tym przekrętem???

Jan Ciepiał / 2.02.2018

Panie Krzysztofie przeczytałem większość pańskich artykułów i mam wrażenie, że uprawia Pan retorykę defetyzmu. Czuję się jakbym czytał gazetę Fakt przeszczepioną na grunt tenisa stołowego. Wydźwięk Pana artykułów jest pokrewny: wszystko co polskie opluwajmy a co niemieckie gloryfikujmy. Rozumiem, że można nie lubić któregoś z działaczy PZTS lub konkretnego szkoleniowca ale opluwać jadem nienawiści całe środowisko to chyba przesada? Uważam, że wiele osób robi wiele dobrego dla t.s.: Jerzy Grycan, Stefan Dryszel, Dariusz Szumacher, Tomasz Redzimski… Wyszydza Pan i skazuje z góry na niepowodzenie WSZYSTKIE próby reform systemu szkoleniowego, więc lepiej nic nie robić? Drwi Pan z chińskich metod szkoleniowych a przecież Niemcy też się od Azjatów uczą. Wreszcie czy jest Pan kompetentny by oceniać programy szkoleniowe ludzi, którzy osiągnęli na tym polu więcej niż Pan? Najwięcej do powiedzenia mają na temat chińskiego systemu ci, którzy nigdy nie uczestniczyli w Fundamentach. Przykre….

Z.S / 2.02.2018

Ja oceniam działalność pana Krzysztofa o wiele bardziej wartościowiej od pana. Ma przynajmniej odwagę mówić o tym, czego nikt nawet nie tknie – przynajmniej oficjalnie. Tymczasem prywatne interesy i chore ambicje niszczą dyscyplinę od dziesięcioleci. Dotknę tylko jednego tematu: głośną krytykę niemieckiego systemu szkolenia. Można usłyszeć w Pana środowisku Fundamentów. Mimo, że nikt z Państwa porządnie tutaj nie popracował i nie doświadczył plusów i minusów niemieckmiego szkolenia. Ja doświadczam na przysłowiowej własnej skórze od 20 lat. Zresztą przymierzam się do poważnego artykułu na ten temat. Parę sympozjów i odczytów w Niemczech bez asocjacji budują fałszywy obraz. Niemczy popełniają koszmarne błędy w systemie szkolenia (np.totalnie pomniejszana rola trenera klubowego w systemie), ale niektóre rzeczy robia naprawde dobrze (np.Minimeisterschaft). Powtarzam jeszcze raz: Chiny to komunistyczny, totalitarny kraj, gdzie prawa jednostki są za nic. Choćby z tego powodu wszelkiego rodzaju naśladowanie, czy kopiowanie jest skażone syfem i amoralnością systemu, gdzie wspomniana jednostka (a dla mnie człowiek) jest zmuszona do wpasowania się lub jest odrzucana, bądź prześladowana. To chyba tam władza zabiła kilkuset demonstrantów?
Koniec końców każdy powinien się uczyć od każdego, a wygrywają najbardziej zdolni i … pokorni.
Z.S

Jan Ciepiał / 3.02.2018

Panie Zbyszku dziękuję za komentarz! Dziś t. s. potrzebuje dialogu i konstruktywnej terapii. Szukanie recepty na poprawę kondycji t.s. stanowiło impuls dla środowiska Fundamentów. Dlatego uczestniczymy w warsztatach, telekonferencjach i obozach organizowanych przez Jurka Grycana i po to są reformy szkoleniowe. Nie szkalujemy niemieckiego systemu i nie kopiujemy mentalności made in China. Inspirujemy się azjatyckim modelem w zakresie szkolenia techniczno-taktycznego ale kultura treningowa Fundamentów wyrasta z korzeni integralnych (Otto Scharmer, Tomasz Wiktowski) i nie ma nic wspólnego z totalitaryzmem, za to wiele z faktami naukowymi. Insynuacje, że szkoleniowcy związani ze środowiskiem Fundamentów mają klapki na oczach, lub brak im pokory są krzywdzące. Nigdzie nie spotkałem ludzi równie tolerancyjnych, otwartych na innowacje szkoleniowe oraz pokornych. Mam wrażenie, że na temat Fundamentów krąży wiele mitów a niewiele faktów. Pozdrawiam.

Z.S / 3.02.2018

Miło czytać takie słowa w dyskusji ceniąc jednocześnie kulturę wypowiedzi. Pozdrawiam również.

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku