Gorący news

Trwają zapisy na Międzynarodowy Obóz Szkoleniowy Brzeg Dolny 2018.

Międzynarodowy Obóz Szkoleniowy Brzeg Dolny 2018

<

Alfabet Zbyszka Stefańskiego

Zaczynam cykl alfabetu Zbyszka Stefańskiego. Będzie to mam nadzieję wieloletni  cykl felietonów zgodnych z kolejnością liter alfabetu i przypominających momenty, osoby, wydarzenia związane z moim życiem i światem tenisa stołowego. Cóż jak to u mnie – czasami będzie po bandzie…

Dzisiaj litera A.

 

Alfabet ping-pongowy Zbyszka Stefańskiego

Alfabet ping-pongowy Zbyszka Stefańskiego

Andrzej Kawa – przyjaciel, kolega, w pewnym momencie mojego życia po części mój mentor, pasjonat tenisa stołowego. Setki nocy przegadaliśmy rozmawiając o tenisie stołowym.

Trener klubowy (AZS AWF Gdańsk, Plexiform Sopot) i reprezentacyjny, wieloletni członek sztabu szkoleniowego PZTS-u, prezes PZTS-u, dyrektor COS-u, doradca prezydenta Polski od spraw sportu.

Kibic Lechi, zasiadał w zarządzie tego klubu.

Osoba nietuzinkowa, analityczny umysł i gorące serce, które biło dla rodziny – 1 bum i tenisa stołowego – 2 bum.

Jednocześnie refleksyjny, ciągle szukający, z głębią bólu w spojrzeniu?

Może dlatego, że życie go nie oszczędzało (m.in przedwcześnie odszedł jego brat, a do wszystkiego – i to dosłownie – dochodził własną, ciężką pracą.

Wspólnie przez parę lat pracowaliśmy w AZS AWF Gdańsk bijąc wspólnie chyba do tej pory nie pobity rekord w ilości zdobyciu złotych medali na jednej imprezie MP juniorów i kadetów… Już nie pamiętam kiedy to było. Może ktoś przypomni (Świdwin, Lidzbark?)? W każdym razie było to wczesne lata 90-te.

To wtedy m.in ekipa AZS-AWF Gdańsk zdobyła złote medale w drużynówkach, singlu, deblach, mikście w kategoriach juniorów i juniorek, kadetek. A bywały konkurencje, gdzie finały były obstawione tylko przez naszych zawodników.

Do szczęścia zabrakło wtedy tylko złotego medalu w singlu Piotrka Szafranka (wtedy wygrał Tomasz Krzeszewski).

Cóż – poniżające warunki życia w Polsce i ciągły konflikt z Adamem Gierszem, który zawłaszczał wyniki naszej pracy zmusiły go do wyjazdu na rok za granicę.

Nigdy nie zapomnę jak siedząc w kanciapie na osławionej sali nr. 2 na AWF-ie kiedyś podczas rozmowy głośno wykrzyczał do Giersza: pan kłamie, pan kłamie!!!…

Potem wiem, że między nimi się lepiej układało i Andrzej mi opowiadał, że Giersz mu dużo pomaga.

Po jego przyjeździe ze Szwecji i moim wyjeździe do Niemiec nasze drogi się rozeszły.

Potem zaczęła się dla Andrzeja wspinaczka po szczeblach kariery: trener kadry, szef wyszkolenia, dyrektor biura, dyrektor COS-u, doradca prezydenta itp, itd.

A zaczęło się to od słynnych gier w piłkę nożną, które ja ignorowałem skonany pracą, a Andrzej w nich uczestniczył.

Spotykała się tam w tym czasie (wczesne lata 90-te) śmietanka KLD, Uni Wolności i późniejszej Platformy Obywatelskiej.

Grali m.in Płażyński, Tusk i inni.

Spotykaliśmy się po moim wyjeździe kilkakrotnie, telefonowaliśmy, ale to już nie było to.

Na naszych relacjach ciążyły niewyjaśnione do końca sprawy, które nie potrafiliśmy rozwiązać.

Pewnie by wystarczyła jedna męska rozmowa, której jednak obydwoje świadomie unikaliśmy.

Może nie chcieliśmy się nawzajem ranić?

Po części to moja wina, bo jestem takim wiecznym outsiderem, indywidualistą, po trosze oportunistą…

Jednak w moim życiu Andrzej Kawa to jedna z ważniejszych postaci wyróżniająca się uczciwością, pasją, miłością do rodziny i chęcią zrobienia z polskiego tenisa stołowego CZEGOŚ…

Andrzeju – piszę ci to po latach, że niestety nie z tymi ludźmi.

Tak na marginesie Andrzej będąc prezesem PZTS-u nie mogąc pracować tak jak chciał podał się do dymisji.

Mówił mi o tym rozżalony przez telefon.

Jego projekty i pomysły były ciągle sabotowane.

Gdyby ktoś z Was szukał autorytetu, punktu odniesienia do wielu wartości w sporcie i w życiu to Andrzej w wielu aspektach (a może i całkowicie) by się nadawał.

Andrzej zmarł nagle w czasie gry w piłkę nożną.

Módlmy się za niego, bo niezwykle tego potrzebuje.

〈〉

Oto nasze ważniejsze newsy związane z Andrzejem Kawą opublikowane na łamach naszego portalu:


Zmarł Andrzej Kawa

Andrzej – jak podały media – zmarł nagle podczas gry w piłkę nożną w Warszawie. Andrzej żył dla sportu, dla tenisa stołowego.


Miałem przyjemność przez wiele lat pracować z nim w AZS AWF Gdańsk, potem w Sopocie.
Ileż my przegadaliśmy godzin o tenisie stołowym, o życiu, o wszystkim…
Wydawało nam się razem z Grześkiem Nurzyńskim, że świat zmienimy.
Potem nasze drogi się rozeszły.
Zawsze jednak dobrze się nam rozmawiało, choć za rzadko…
Andrzej to przykładne życie uczciwego człowieka, aż do bólu pryncypialnego i konsekwentnego.
Zawsze najwięcej wymagał od samego siebie.
Andrzej będzie mi Ciebie bardzo brakowało.
Ta śmierć tak bardzo boli… bardzo…
Jakże nasze zamierzenia, plany, ambicje, kłótnie są małe w obliczu śmierci.
Już nie zagramy piórkiem, no może kiedyś tam na górze.
Składam najserdeczniejsze wyrazy współczucia rodzinie i najbliższym przyjaciołom.
Pomódlmy się za niego – on teraz tego bardzo potrzebuje.
Żegnaj.
Zbyszek Stefański


Wspomnienie o Andrzeju Kawie

Od piłki do piłki.


Szok, niedowierzanie, a potem rozpacz i bezradność.Teraz powoli przychodzi automatyczna akceptacja, bo życie toczy się dalej.
Tak u mnie następuje oswajanie się ze śmiercią jednej z ważniejszych osób w moim życiu.
Moja trauma trwa dalej, a w takich chwilach mam ambiwalentny stosunek do swojego portalu.
Z jednej strony chęć przekazania swoich wspomnień o Andrzeju.
Z drugiej strony związane z tym cierpienie, bo Andrzeja już tutaj nie ma.
Andrzeja poznałem prawie już 30 lat temu na hali nr.2 gdańskiego AWF.
Trenowaliśmy wtedy w grupie Jurka Grycana u boku Andrzeja Grubby, Leszka Kucharskiego, Andrzeja Jakubowicza i innych.
Andrzej Kawa był wtedy studentem gdańskiej uczelni – jednym z najlepszych swojego rocznika.
Andrzej przyłączył się do naszej grupy i jakiś czas z nami trenował.
Bardzo szybki, niesamowicie ambitny, z techniką na bakier tak go na początku pamiętam.
Szybko się zaprzyjaźniliśmy, bo mieliśmy podobne wizje i podobne ambicje.
Pisanie teraz o tych wspaniałych czasach boli.
Boli, bo przede wszystkim nie ma Andrzeja wśród nas.
Boli, bo nie ma sali nr.2 zabranej przez zakład Gimnastyki AWF.
Boli, bo zaprzepaszczono szansę uczynienia z tenisa stołowego być może nawet narodowego sportu.
Byliśmy z Andrzejem naocznymi świadkami potęgi polskiego tenisa stołowego (Grubba, Kucharski) i narodzin polskiej szkoły tenisa stołowego (Krzeszewski, Błaszczyk).
Myślę, że to nas ukształtowało na zawsze, że Polak potrafi!

Piszę o tym dlatego, że Andrzej nie miał oporów w mówieniu potem – już jako działacz i urzędnik – o możliwości stworzenia w Polsce jednego z najlepszych systemów szkolenia i organizacji na świecie.
Szybko zostaliśmy trenerami.
Andrzej jeśli dobrze pamiętam zaczął w 1987 roku, ja rok później.
Andrzej zaczynał pracę i prowadził ją prawie przez 10 lat na granicy egzystencji materialnej.
Przykładów mógłbym podawać mnóstwo, ale niech jeden wystarczy.
Jako pracownicy ośrodka centralnego PZTS w Gdańsku dostawaliśmy jako wynagrodzenie przez długi czas 4 okładziny miesięcznie, które jeszcze musieliśmy sami sprzedać.
Rodzina Andrzeja wynajmowała przez lata w piwnicy mieszkanko o powierzchni może 20 metrów kwadratowych.
A w krótkim czasie urodziła się dwójka dzieci…
Ale to się nie liczyło, przynajmniej na początku.
Żyliśmy marzeniami, wizjami i spędzaliśmy tylko w pociągach ok. 30 dni rocznie…
Pamiętam taki wyjazd do Vlasima na międzynarodowe sympozjum (chyba rok 1988).
Pojechaliśmy we trójkę: Andrzej, Jurek Grycan i ja.
Tłukliśmy się kilkanaście godzin w kuszetce naszej PKP i przegadaliśmy całą noc.
Na domiar złego Andrzej przytrzasnął sobie drzwiami od wagonu palec i bardzo go bolało (mam takie zdjęcie).
To było wszystko nieważne.
Nazajutrz wstaliśmy rześcy i gotowi, w świetnych humorach gotowi na nową wiedzę.
Nic się nie liczyło, chcieliśmy być najlepsi.
Prowadziliśmy potem wspólnie z Andrzejem zajęcia w ośrodku PZTS w Gdańsku.
Jednocześnie prowadziliśmy zajęcia ze swoimi grupami klubowymi.
Oprócz ukształtowanych, przejętych zawodników prowadziliśmy grupy naborowe.
Spędzaliśmy na sali po 8-10 godzin dziennie, by potem z 1-2 godziny grać piórkiem przeciwko sobie.
Teraz jak to wspominam to myślę, że my chyba nie byliśmy normalni…
Natłukliśmy przez te lata na pewno kilkaset metali od województwa poprzez strefę aż do MP.
Z Andrzeja grup treningowych tamtych czasów warto wymienić takie nazwiska jak: Alida Blok, Beata Wrońska, Ania Smolińska-Kusińska, Maciek Zakryś, częściowo Ania Januszyk, Iwona Kłodnicka.
Co mnie teraz zastanawia to fakt, że Andrzej z podobną pasją i zaangażowaniem pracował z medalistkami MP jak i początkującymi, mniej uzdolnionymi, czy starszymi.
Dla niego liczył się fakt, że pracuje z tymi, którzy chcą.
Myślę, że po tym poznaje się prawdziwego trenera.
Lata leciały.
Chcieliśmy coś zmienić, ulepszyć.
Nie wytrzymywaliśmy w ciasnym gorsecie systemu, karierowiczostwa, fałszu i populizmu.
cdn.
Zbyszek Stefański


Wspomnienie o Andrzeju Kawie

Pisze Mirosław Seidel

ANDRZEJ KAWA – urodził się 20 września 1965 roku w Lubsku (woj. Lubuskie). Po ukończeniu Technikum Geodezyjnego, przyjechał do Gdańska, gdzie po zdaniu egzaminów został studentem Akademii Wychowania Fizycznego. Studia ukończył w 1988 roku na kierunku Wychowania Fizycznego, jako magister wychowania fizycznego i instruktor tenisa stołowego. Dyplom trenera tenisa stołowego II-klasy uzyskał w dniu 22 czerwca 1992 roku.

 Już w trakcie studiów podjął pracę w Klubie Sportowym AZS AWF Gdańsk, gdzie zajmował się szkoleniem zawodniczek i zawodników. Z powodzeniem prowadził młody zespół zawodniczek grających w I-Lidze (m. In.: Alida Blok, Aleksandra Pawelczuk, Anna Smolińska, Beata Wrońska). Podczas tego czasu pracy w tym klubie podnosił swoje umiejętności, zdobywał doświadczenie i pierwsze sukcesy. Znalazł wspólny język z innymi młodymi trenerami: Grzegorzem Nurzyńskim, Zbyszkiem Stefańskim czy starszymi: Jurkiem Grycanem, Zbyszkiem Liszewskim (zmarł 01/02/2012 r.), Józefem Kaczyńskim i trenerem koordynatorem Adamem Gierszem.

 Z czasem, stał się wyróżniającym trenerem, więc otrzymał z klubu propozycję objęcia funkcji – trenera zespołu męskiego grającego w Ekstraklasie. Szkoda, że Andrzej nie przyjął tej propozycji. Myślę, że nie czuł się na siłach, żeby poddać się bardzo trudnemu zadaniu – zwłaszcza, że akademicki Klub był klubem wielosekcyjnym (10 sekcji) z wieloma celami i różnymi problemami. Pewnie chciał się lepiej dostosować, przygotować do trudnych zadań, które jak się okaże z czasem – ludzie Jemu wyznaczali.

 Postanowił, więc wraz z rówieśnikami trenerami i 25 osobową grupą zawodników odejść do nowopowstałego, półprywatnego klubu za miedzą – Plexiform Sopot i tam w nowych, innych warunkach organizacyjno-finansowych zdobywać kolejne doświadczenia.

 Należy podkreślić, że jako trener do treningów podchodził w sposób zaangażowany, systemowy, naukowy.  Analizował grę polskich zawodniczek i zawodników na tle techniki i taktyki gry zagranicznych zawodników. Punktem odniesienia były nie tylko mistrzynie i mistrzowie wywodzący się z Chin, Korei, ale np. ze Szwecji (gdzie nawiązał klubowe kontakty).

 Często zamyślony, spokojny, czasami uśmiechający się, małomówny, ale o tenisie stołowym mógłby długo rozmawiać zwłaszcza z osobami, które chciały coś dowiedzieć się.

Na pewno słuchali Go zawodnicy – studenci Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, ze specjalizacji tenisa stołowego. Andrzej Kawa w latach 2005-2008 – był wykładowcą w oliwskiej Uczelni (wzorcowa droga rozwoju w tym samym akademickim miejscu: student – trener – wykładowca!). Również środowisko trenerskie zaczęło wsłuchiwać się w spostrzeżenia i koncepcję pracy szkoleniowej. Prezes Polskiego Związku Tenisa Stołowego – Adam Giersz wraz z Zarządem, zaakceptował wizję pracy i rozwoju polskiego tenisa stołowego, jaką przedstawił Andrzej. Został najpierw trenerem kadry kobiet, a następnie w latach 2000-2005 – Kierownikiem Wyszkolenia PZTS. Przypominam sobie, że w tamtym okresie czasu do największych sukcesów należy zaliczyć m.in.: udział Lucjana Błaszczyka i Tomka Krzeszewskiego w Igrzyskach Olimpijskich w: Sydney’2000 roku i Atenach’2004 roku oraz brązowy medal drużynowo seniorów, w Mistrzostwach Europy w Bremie w 2000 roku (L. Błaszczyk, T. Krzeszewski, Marcin Kusiński).

 Szkolił m.in. w Centrum Szkolenia PZTS w Gdańsku-Zaspie – przyszłych i obecnych instruktorów, trenerów i nauczycieli wychowania fizycznego, chcących się specjalizować, podnosić swoją wiedzę i umiejętności. Rozmawiał ze wszystkimi: sędziami, działaczami, rodzicami, zawodnikami, ze sztabem trenerskim,  Zarządem PZTS, doradzał, analizował. Nie rozstawał się z laptopem. Przekazywał rzeczowe informacje, nowe trendy szkoleniowe. To chyba wychodziło Jemu najlepiej!. W latach 2007-2008, był trenerem koordynatorem tenisa stołowego w Pomorskiej Federacji Sportu w Gdańsku. W ramach programu szkolenia młodzieży uzdolnionej sportowo przyczynił się do zdobycia wielu punktów w klasyfikacji Sportu Dzieci i Młodzieży prowadzonej przez Ministerstwo Sportu i Turystyki, w odniesieniu do punktacji: województw, gmin, miast i klubów. Przez jedną kadencję był Wiceprezesem PWZTS odpowiedzialnym za sprawy szkoleniowe.

 

 Poza sportową uczelnią, ukończył również – Wydział Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie. W swojej pracy zawodowej w latach 2008-2011. pełnił również funkcję Zastępcy Dyrektora ds. Programowo-Sportowych Centralnego Ośrodka Sportu w Warszawie, zaś ostatnio był doradcą sportowym w Kancelarii Prezydenta RP – Bronisława Komorowskiego.

 

 Do PZTS powrócił na stanowisko Prezesa. Najpierw został wybrany delegatem Pomorskiego Wojewódzkiego Związku Tenisa Stołowego, na Walny Zjazd Sprawozdawczo – Wyborczy PZTS, na którym delegaci w dniu 14 lutego 2009 roku wybrali Go Prezesem PZTS. Jego pomysłem było przeniesienie do Ergo Areny na granicy Gdańska i Sopotu – Mistrzostw Europy w tenisie stołowym. Nieoczekiwanie dla „ping – pongowego” środowiska (na niespełna 10 miesięcy przed otwarciem Mistrzostw), w dniu 21/12/2010 roku złożył rezygnację z funkcji Prezesa PZTS. Mistrzostwa odbyły się, były udane pod względem organizacyjnym i przyniosły zysk finansowy. Co, więc było powodem przedwczesnej rezygnacji – sam do końca nie wiem?.

 

 Andrzej Kawa – pracował, działał i tworzył na rzecz polskiego i pomorskiego tenisa stołowego – przez 18 lat.  

 

 Obok tenisa stołowego, Andrzej lubił grać w tenisa ziemnego. Pamiętam jak w 2011 roku będąc we Władysławowie, dał się namówić na udział w Turnieju VIP-ów (chociaż tego samego dnia miał grać w piłkę nożną), w poprzedzającym, uroczystość odkrywania kolejnych gwiazd sportowców w „Alei Gwiazd Sportu”.  

  Wielką Jego pasją była piłka nożna. Jego marzenia realizował syn Jakub, który był zawodnikiem OSP Lechii Gdańsk, zaś Andrzej działał na rzecz Klubu, będąc członkiem Zarządu w latach 2004-2009. Wniósł duży wkład w rozwój organizacyjny i sportowy. Często, a okazało się, że do ostatnich godzin swego krótkiego życia grał z przyjaciółmi w piłkę nożną. Wymiatał celnie piłkę, jak się patrzy, dysponował silnym kopnięciem, dobrym dryblingiem. Widziałem, jak też potrafił stanąć w bramce i skutecznie jej bronić przed utratą gola.  Parokrotnie zmagał się z kontuzjami, ale zawsze z tym samym entuzjazmem i ambicją powracał na futbolowe boiska!.

 

 Niestety, w dniu 09/01/br. grając towarzysko w Warszawie, wydarzyło się to …, czego: najbliżsi, przyjaciele i my wszyscy – nie chcielibyśmy usłyszeć!. ANDRZEJ ZMARŁ !!!.

 

CZEŚĆ JEGO PAMIĘCI !!!

 

Mirosław Seidel (były Kierownik Sekcji Tenisa Stołowego KS AZS AWFiS Gdańsk, Członek Zarządu PWZTS).

 

Sopot – Gdańsk, dn. 10/09/2013 r


Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w okamgnieniu

Wywiad z Andrzejem Kawą, opublikowany 08.maja. 2008

Zgodnie z zapowiedzią przedstawiamy wywiad ze znanym szkoleniowcem, działaczem i osobowością polskiego tenisa stołowego – Andrzejem Kawą.

Zbyszek Stefański: Andrzej dowiedzieliśmy się, że dostałeś propozycję pracy w COS-ie. Czy możesz to potwierdzić?

Andrzej Kawa: Tak rzeczywiście dostałem taką propozycję i po namyśle przyjąłem ofertę pracy na stanowisku zastępcy dyrektora naczelnego COS ds. programowo-sportowych. Pracę rozpocząłem 5 maja.

Z.S: Czy propozycja objęcia tego stanowiska była dla ciebie zaskoczeniem?

A.K: Staram się dostosowywać do szybko zmieniającego się świata – nie myślę więc kategoriami zaskoczenia. Jest to wielki kapitał, który wyniosłem ze środowiska jaki tworzy tenis stołowy jako gra. Od wielu lat działam w sporcie, który jest moją wielką życiową PASJĄ. PASJA ta była i jest realizowana od ponad dwudziestu lat w mojej dyscyplinie tenisie stołowym, kilka lat pracy w klubie (AZS AWF Gdańsk), kilkanaście lat pracy ze wszystkimi kadrami narodowymi, 5 lat pracy na stanowisku szefa wyszkolenia, prowadzenie specjalizacji trenerskiej na gdańskiej AWFiS oraz wielu kursów instruktorskich i doszkalających dało mi możliwość całościowego spojrzenia na dyscyplinę. Świetnym doświadczeniem jest moje hobby – piłka nożna. Od pięciu lat, działając w zarządzie pomagam budować silny piłkarski klub – gdańską Lechię. Klub który powstał od podstaw, bez budżetu, struktury organizacyjnej przejęto tylko nazwę zaczynając od siódmej ligi, z roku na rok pnie się coraz wyżej. Można tworzyć wielkie rzeczy zaczynając od zera. Działałem też w wielu organizacjach o charakterze sportowym. Mówiąc w skrócie „robię swoje”. Najlepiej jak potrafię. Gdy ktoś zwraca się o pomoc to pomagam, a jeżeli zostanie to docenione jest mi miło i oznacza to, że moje działania nie poszły na marne.

Z.S: Co należy do twoich obowiązków?

A.K: W skrócie: tworzenie optymalnej infrastruktury dla rozwoju sportu w Polsce oraz wspieranie uczciwego i efektywnego wydatkowania środków budżetowych w polskich związkach sportowych. Stąd też współpraca ze wszystkimi polskimi związkami sportowymi  w zakresie m.in. opiniowania programów rozwoju dyscypliny, wszystkich programów szkolenia (szczególnie olimpijskich) jawi się na pierwszym miejscu, dodatkowo szkolenie i doszkalanie kadr trenerskich, redakcja biuletynu Sport wyczynowy, Forum Trenera i pozycji wydawniczych z serii Biblioteka trenera, działalność marketingowa i komercyjna COS.

Z.S: Jak człowiek, który w COS-ie pełni tak odpowiedzialne stanowisko nie znalazł uznania w oczach PZTS?

A.K: Oj to chyba nie ja jestem adresatem tego pytania. Mogę tylko przypomnieć, że nikt nie postawił wniosku o odwołanie szefa wyszkolenia. Zresztą zarząd PZTS musiałby uzyskać akceptację na taką decyzję z Ministerstwa Sportu, a tam, wiem to po latach, mieliśmy jako dział szkolenia bardzo dobre notowania. W zamian otrzymałem propozycję objęcia szefostwa sztabu szkoleniowego w gdańskim Centrum Szkolenia. Propozycje te były ponawiane w latach następnych w formie pisemnej. Ta sytuacja była nad wyraz czytelna – takie sprawy załatwia się po męsku. Brakuje nam w środowisku silnego przywództwa. Źle świadczy o kulturze organizacyjnej firmy fakt rezygnacji pracowników z pracy. Casus Andrzeja Kawy nie jest wyjątkiem – należy wymienić tu także Jurka Grycana, Jarka Kołodziejczyka, naszych kolegów ze Słowacji, Andrzeja Domicza, Leszka Kucharskiego. Oni wszyscy odeszli z pracy. Bodajże ostatnio zwolniono trenera z etatu w PZTS w 1995 roku.

Z.S: Chodzą słuchy, że w znalezieniu nowego miejsca pracy pomógł ci Adam Giersz, czy chciałbyś to skomentować?

A.K: Hm, no cóż … Zbyszek, robisz się dziennikarzem… Mam szeroką rzeszę przyjaciół i kolegów, którzy działają na rzecz rozwoju Polski. Powiem krótko są osoby, którym nie wypada odmawiać. A ponieważ zakres nowej pracy pozwoli mi działać w środowisku, które mnie pasjonuje przyjąłem propozycję. W ten sposób trafiłem m.in. do dr Adama Giersza, który jest szefem gabinetu politycznego ministra Drzewieckiego więc siłą rzeczy musiało dojść do naszego spotkania. Dodam bardzo pozytywnego spotkania w sprawie wizji i koncepcji rozwoju sportu.

Z.S: Jak widzisz swoje rozstanie z dyscypliną (Andrzej był ostatnio trenerem kadry wojewódzkiej województwa pomorskiego oraz prowadzi specjalizację tenisa stołowego na gdańskiej AWFiS)?

A.K: Sala to mój żywioł, kocham to robić. Bardzo ciężko było się rozstać z fantastyczną grupą z Pomorza. Łza w oku się zakręciła. Specjalizację będę prowadził w dalszym ciągu. Nie zamierzam tracić kontaktu z dyscypliną. Ciągle czuję się warsztatowcem. I myślę, że kiedyś tam wrócę… Ale mam świadomość że wyizolowana praca na sali, nawet najlepsza, znacznie lepiej zafunkcjonuje w przyjaznym, twórczym środowisku. Nie wolno budować wieżowców na podmokłym gruncie. Ciągle szukam rezerw gdzie i jak udoskonalać, rozwijać i tworzyć. Moim marzeniem była budowa jednego z najsilniejszych światowych związków tenisa stołowego. To była wieloletnia strategia i realny plan działania. Stworzyliśmy kilka świetnych miejsc do rozwoju tenisa stołowego ze stabilnym systemem finansowania. Zbudowaliśmy silny sztab szkoleniowy w oparciu o byłych świetnych zawodników i wielu przypadkach już znakomicie przygotowanych do pracy trenerów. Trenerzy systematycznie zaczęli być wyposażani w nowoczesne technologie itd. To były początki „uczenia się organizacji”.

Z.S: Chciałbyś coś jeszcze na koniec dodać?

A.K: Mam nadzieję, że słowa Adama Nowaka „nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w okamgnieniu” w dalszym ciągu ze swoją siłą będą obecne przy mnie. I pozwolą mi BYĆ dobrym dyrektorem, zamiast MIEĆ tytuł dyrektora.

Z.S: Życzymy powodzenia i nie zapomnij o tenisie stołowym.

A.K: Zbyszek wiesz dobrze, że korzeni nie wolno odcinać. Dziękuję i serdecznie pozdrawiam wszystkich miłośników tenisa stołowego.

Bildergebnis für andrzej kawa

Andrzej Kawa i piłka nożna

Bildergebnis für andrzej kawa

Andrzej Kawa i Lechia Gdańsk

Bildergebnis für andrzej kawa

Kondolencje

Bildergebnis für andrzej kawa

w biurze

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

NEWSLETTER

Zapisz się do newslettera i bądź zawsze na bieżąco

O nas

Portal www.time-out.pl powstał w głowie 2 osób Zbyszka Stefańskiego i Rafała Kurowskiego. Nie udało mi się ustalić dokładnej daty rozpoczęcia naszej działalności. ale po kolei....
Czytaj więcej

Na skróty

Facebook

Znajdź nas na Facebooku